Zwyczaj jest taki, że szefowa misji, w tym wypadku Marzenna Koszewska, przekazuje merowi wioski podziękowanie i drobny prezent, a on przyjmuje reprezentację.

 

- W prezencie przekazałam mapę świata z polskimi symbolami olimpijskimi. W zamian otrzymaliśmy figurkę w kształcie logo igrzysk z napisem Rio 2016 - powiedziała Koszewska.

 

Oprócz Polaków, w trwającej około 40 minut ceremonii w tzw. strefie międzynarodowej (ogólnie dostępnej dla dziennikarzy), okraszonej widowiskiem artystycznym, uczestniczyli sportowcy, trenerzy i działacze m.in. z Bośni i Hercegowiny, Gwinei i Węgier. Flagi tych krajów zatrzepotały w czwartkowe popołudnie na masztach obok biało-czerwonej.

 

"Nocą giną nam... łóżka"

 

- Jest pięknie. Cieszę się tymi igrzyskami jak małe dziecko. Wszystko mi się podoba - promieniała optymizmem szablistka Aleksandra Socha.

Z uśmiechem, choć trochę przez łzy, opowiadała o problemach Koszewska.

 

- Nadal nie jest wszystko tak, jak powinno. Najważniejsze, że już mamy wodę, ale np. nocą giną nam... łóżka. Wieczorem wchodzimy do apartamentów, by sprawdzić, czy wszystko gotowe na przyjazd kolejnej grupy i wszystko jest. Rano nagle nie ma - relacjonowała.

 

Szybko jednak uspokoiła, że ze wszystkim kierownictwo polskiej ekipy sobie radzi, a problemy są na bieżąco rozwiązywane.

 

Ceremonia otwarcia igrzysk rozpocznie się w nocy z soboty na niedzielę o godz. 1.00 czasu polskiego. Odbędzie się na słynnym piłkarskim stadionie Maracana.

 

PAP