Larry Vance mówił o tym w niedzielę w australijskim programie telewizyjnym "60 Minutes". Jego zdaniem, uszkodzenia widoczne na nielicznych odnalezionych szczątkach samolotu wskazują na to, że do końca był on pilotowany i przeprowadzono kontrolowane lądowanie. Konkretnie chodzi o ślady, jakie zachowały się na elemencie powierzchni sterowych skrzydła, znalezionym na Reunionie.

 

- Ktoś pilotował samolot do końca trwania lotu. Ktoś pilotował ten samolot prosto do wody - powiedział Vance, który w karierze zbadał ok. 200 katastrof lotniczych. Dodał, że dysponuje niezbitymi dowodami, że znaleziona część skrzydła była wysunięta podczas lądowania - a takie ustawienie elementu mógł spowodować jedynie człowiek.

 

"Nie ma innego wytłumaczenia"

 

- Było to działanie wywołane przez człowieka, nie ma innego wytłumaczenia - podkreślił.

 

Powolnym, kontrolowanym lądowaniem samolotu ekspert tłumaczy też fakt, że na powierzchni oceanu nie znaleziono dużej ilości części, jakie niewątpliwie pojawiłyby się w przypadku zderzenia z wodą.

 

Ponadto tłumaczy to, dlaczego nie udało się zlokalizować wraku maszyny mimo zakrojonych na szeroką skalę długotrwałych poszukiwań. Otóż ich obszar wytyczono kierując się założeniem, że maszyną sterował autopilot, a nie człowiek, który mógł dowolnie zmieniać kurs.

 

Jedna z największych zagadek w dziejach lotnictwa

 

W lipcu media podały, powołując się na źródła w FBI, że kapitan tragicznie zakończonego lotu MH370 ćwiczył na swoim domowym symulatorze trasę kończącą się gdzieś w wodach Oceanu Indyjskiego - zbliżoną do tej, którą zdaniem śledczych rzeczywiście pokonał samolot. Zaharie Ahmad Shah miał 33-letnie doświadczenie za sterami samolotów.

 

Boeing 777 należący do Malaysia Airlines zaginął 8 marca 2014 roku podczas lotu MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu. Na pokładzie było 239 osób, głównie Chińczycy. Eksperci przypuszczają, że maszyna spadła do Oceanu Indyjskiego, prawdopodobnie na zachód od Australii.

 

Lot MH370 to jedna z największych zagadek w dziejach lotnictwa. Samolot zniknął z radarów niedługo po starcie. Dane satelitarne wskazują, że zmienił kurs i leciał na południe. Podwodne poszukiwania szczątków maszyny pochłonęły prawie 135 milionów dolarów. To najbardziej kosztowna operacja tego typu w historii lotnictwa. 22 lipca zapowiedziano zawieszenie poszukiwań samolotu.

 

PAP