W porównaniu do składu z czwartkowego meczu z duńskim SonderjyskE w eliminacjach Ligi Europejskiej (1:2) trener Piotr Stokowiec dokonał aż sześciu zmian, a mimo wszystko Zagłębie nie straciło na jakości i pokonało zespół z Niecieczy 2:0. Lubinianie pozostają jedyną drużyną, która w tym sezonie nie straciła w ekstraklasie punktu i jedną z dwóch, które nie straciły gola (drugą jest Śląsk Wrocław, ale spotkanie 3. kolejki rozegra w poniedziałek). Poza tym Zagłębie, licząc również poprzedni sezon, ma na swoim koncie już osiem ligowych zwycięstw z rzędu.

 

Goście zaczęli ospale i szybko zostali skarceni, bo już w ósmej minucie stracili gola. Słowak Jan Vlasko zbiegł z lewej strony do środka i uderzył zza pola karnego. Krzysztof Pilarz nie złapał piłki, którą jeden z obrońców gości wybił ją przed pola karne, gdzie dopadł do niej Filip Starzyński i sprytnie zagrał do wbiegającego w pole karne Krzysztofa Janusa, a ten strzałem z bliska nie dał szans bramkarzowi rywali.

 

Po zdobyciu gola lubinianie nie parli już tak do przodu, zwolnili akcje i oddali nieco pola rywalom. Ponieważ jednak Bruk-Bet nie kwapił się do ataków, na boisku niewiele się działo. Zmieniło się to dopiero po pół godzinie.

 

Podopieczni trenera Czesława Michniewicza przyspieszyli, zaczęli atakować większą liczbą graczy i w polu karnym Zagłębia kilka razy było groźnie. Najlepszą okazję miał Wojciech Kędziora po akcji rozpoczętej przez Bartłomieja Babiarza. Napastnik gości sprytnie zwiódł Jarosława Jacha, ale Maciej Dąbrowski dobrze asekurował kolegę i powstrzymał Kędziorę. Chwilę później groźnie z dystansu uderzył Mateusz Kupczak i Martin Polacek nie bez trudu odbił piłkę przed siebie.

 

Kiedy wydawało się, że w pierwszej połowie już nic się nie wydarzy, bo stadionowy zegar wskazywał doliczony czas gry, piłka przed polem karnym trafiła do Starzyńskiego. Ponieważ żaden z rywali nie kwapił się, aby do niego doskoczyć, pomocnik Zagłębia zdecydował się na uderzenie. Trafił idealnie i piłka wpadła w samo okienko bramki. O takich golach mówi się "stadiony świata".

 

Druga połowa mogła się zacząć fantastycznie dla gości. Słowak David Guba przedarł się w pole karne i uderzył bardzo mocno, ale Polacek zdołał wybić zmierzającą w górny róg bramki piłkę. To była zapowiedź, że Bruk-Bet jeszcze w Lubinie powalczy. Zespół trenera Michniewicza zaczął grać agresywniej, przejął inicjatywę i częściej gościł w obrębie pola karnego Zagłębia. Cofnięci lubinianie szukali natomiast szans w kontratakach i po jednym z nich Czech Michal Papadopulos mógł zdobyć trzeciego gola.

 

Groźniejsi byli jednak goście. Szanse na gola mieli Kupczak, a przede wszystkim Patrik Misak. Po strzale głową Słowaka z ostrego kąta wydawało się nawet, że piłka wpadała do bramki, ale wylądowała tylko na bocznej siatce.

 

Im było bliżej końca spotkania, tym impet Bruk-Betu malał, jak gdyby zespół tracił nadzieję na odrobienie strat. Gospodarze odsunęli grę od własnego pola karnego, spokojnie rozgrywali piłkę w środka pola i chcieli dotrwać do końca.

 

Kiedy wszyscy wyczekiwali już na ostatni gwizdek, na strzał z dystansu zdecydował się Misak. Słowacki pomocnik przymierzył niemal tak samo jak Starzyński, ale nieco za wysoko i trafił w poprzeczkę. Chwilę później sędzia Piotr Lasyk z Bytomia gwizdnął po raz ostatni.

 

PAP