Amir Najiarzadeh do Niemiec trafił 3,5 roku temu. Gdy 22 lipca był w pracy i padły strzały, zebrał ok. 200 osób, które były w pobliżu, i sprowadził je do piwnicy.

 

Niemieckie media informowały o tej akcji i podkreślały, że uchodźca być może uratował życie niektórym z tych osób.

 

W rozmowie z "Deutsche Welle" Najiarzadeh przyznał, że cieszy się, że media pisały o nim w kontraście do tego, co robią w Europie zbrodniarze, którzy "hańbią" kraje, z których pochodzą.

 

 

- Nie zrobiłem nic wielkiego. Po prostu zachowałem się po ludzku. Niemiec czy uchodźca – wszyscy są równi. Gdybym mógł, dopadłbym napastnika i odebrał mu broń, ale to było niemożliwe. Natomiast to, co byłem w stanie zrobić, to zapewnić bezpieczeństwo dużej grupie osób - powiedział.

 

- O tych strasznych czynach słyszy się ciągle, gdy dokonywane są w innych krajach przez Państwo Islamskie albo innych terrorystów. Mam w głowie te obrazy. Ale nie bałem się o siebie, tylko o ludzi. Cały czas bałem się, że napastnik wejdzie również do tej części budynku i skrzywdzi tych niewinnych ludzi. Moje własne życie w tym momencie nie było ważne. Pracuję jako ochroniarz i chronienie innych to mój obowiązek - dodał.

 

dw.com