Zgodnie z decyzją Senatu poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego im. Eugeniusza Piaseckiego, w tym roku akademickim o przyjęciu na kierunki: turystyka i rekreacja, dietetyka i fizjoterapia, decydowała kolejność zgłoszeń. Kandydaci na studia przed budynkiem uczelni „koczowali" od kilku dni. Niektórzy z nich spali w namiotach.

 

Gowin w liście skierowanym w poniedziałek do rektora poznańskiej uczelni prof. dr hab. med. Jerzego Smorawińskiego podkreślił, że informacje o przebiegu tegorocznej rekrutacji na studia "przyjął z zaniepokojeniem".

 

Gowin: sytuacja budzi moje daleko idące wątpliwości

 

Wskazał, że wprawdzie "ustalenie zasad, warunków oraz trybu rekrutacji pozostaje w zakresie autonomii uczelni i Ministerstwo dotychczas nie ingerowało w te procesy, tym niemniej sytuacja, jaka ma miejsce w bieżącym roku w kierowanej przez Pana Uczelni, budzi moje daleko idące wątpliwości”.

 

Szef resortu nauki zaznaczył ponadto, że zasada pierwszeństwa przy składaniu przez kandydatów dokumentów na studia, bez względu na wyniki egzaminów maturalnych „nie pozwala na pozyskanie najlepszych merytorycznie kandydatów, a poprzez to stanowi zaprzeczenie dbałości o wysoką jakość kształcenia”.


- Nieprzeprowadzenie pełnej procedury rekrutacyjnej uwzględniającej wyniki egzaminu maturalnego i zastąpienie jej tzw. wolnym wstępem na studia jest praktyką, która musi być oceniona negatywnie. Przyjęta w uczelni procedura jest krzywdząca dla maturzystów, którzy uzyskali bardzo dobre wyniki egzaminu dojrzałości, pozbawia uczelnię możliwości właściwego doboru kandydatów na studia i promuje osoby, które odpowiednio wcześnie rozpoczęli oczekiwanie w kolejce, a także są wyrazem braku szacunku dla kandydatów - napisał w liście minister.

 

W związku z zaistniałą sytuacją, szef resortu nauki zwrócił się z prośbą do rektora poznańskiego AWF o wyjaśnienia ws. rekrutacji i przedstawienie stanowiska uczelni, oraz o informacje na temat zapewnienia bezpieczeństwa kandydatom czekającym od kilku dni na terenie kampusu na złożenie dokumentów rekrutacyjnych.

 

 

 

 

 

Specjalistka ds. PR z poznańskiego AWF Agata Ważydrąg powiedziała, że poniedziałkowa rekrutacja "przebiegała sprawnie". - Mimo, że rekrutacja rozpoczęła się dziś o godz. 8, to na terenie kampusu przyszli studenci pojawili się o wiele, wiele wcześniej. Osoby te stworzyły jednak swoją listę, na którą się wpisywali. Dzięki temu udało się zachować spokój i dobry przebieg całego procesu rekrutacyjnego. Do godz. 12 dokumenty złożyło 471 studentów - powiedziała.

 

"Wyłącznie na wybranych kierunkach"

 

Podkreśliła także, że zasada "pierwszeństwa" obowiązywała wyłącznie na wybrane kierunki. Na inne, jak np. sport, wychowanie fizyczne czy taniec w kulturze fizycznej, nie tylko należało w odpowiednim czasie złożyć dokumenty, ale również mieć odpowiednie, udokumentowane osiągnięcia sportowe.

 

- Senat uczelni podjął decyzję o takich zasadach rekrutacji w maju 2015 roku, kierując się danymi dotyczącymi spadku liczby studentów w Polsce. Brano wtedy pod uwagę m.in. dane GUS-u, które mówiły o tym, że liczba studentów drastycznie spada, prawie o 64 tys. w przeciągu roku - mówiła Ważydrąg.

 

Zapewniła ponadto, że zmiana sposobu rekrutacji w żaden sposób nie wpłynie na jakość kształcenia w AWF. - Aby ukończyć np. fizjoterapię, nadal trzeba będzie, już w trakcie pierwszych trzech lat, odbyć 2,9 tys. godzin zajęć teoretycznych i praktycznych. Wiedza studentów, już na pierwszym roku, także zostaje zweryfikowana; studenci muszą zdać egzaminy m.in. z anatomii, biologii medycznej, czy biochemii - zaznaczyła.

 

Poza resortem nauki, zasady tegorocznej rekrutacji krytykowali jednak nawet sami kandydaci na studia. - Moim zdaniem nie jest to dobry pomysł i obniża to tylko poziom uczelni, bo teraz każdy się może dostać. Uważam, że zrobili to tylko w celach zarobkowych, bo każda zapisana osoba musiała przecież wpłacić 85 zł podczas procesu rekrutacyjnego. Uczelnia nie powinna tak obniżać swoich progów, tylko realizować swój cykl nauczania i jej też powinno zależeć by mieć jak najlepszych studentów - powiedział Karol Robak.

 

PAP