- Pucz był skazany na porażkę, musiał przegrać dlatego, że nie wystąpiła cała armia - stwierdził gen. Stanisław Koziej. Przypomniał, że dotychczasowe wystąpienia armii odbywające się średnio raz na dekadę "dawały głos, jeśli polityka szła nie tam gdzie trzeba". - Ten pucz był ostatnią próbą spełniania tego rodzaju roli przez armię, nieudaną zupełnie - ocenił generał.

 

Silne podziały w tureckiej armii

 

- W armii tureckiej są silne podziały. Coraz więcej jest przypuszczeń, że to było sprowokowane wystąpienie. Nie chce się wierzyć, aby organizatorzy takiego wystąpienia wojskowego w tak fatalny sposób ocenili swoje możliwości - zauważył Koziej. Jego zdaniem "to była albo rozpaczliwa próba części wojska i dowództwa, którzy nie byli zbyt dobrze zorientowani w całości spraw, albo było to sprowokowane, aby zrobić czystkę w armii, aby definitywnie usunąć z wojska ludzi, którzy nie identyfikują się z obecną władzą polityczną."

 

Koziej podkreślił, że to jest "oznaka końca tego modelu Turcji, która była państwem pomostowym między światem islamu, a zachodnią cywilizacją". - Armia była tym elementem pilnującym laickości, świeckości, prozachodniości Turcji - dodał Koziej.

 

Autorytarny styl rządzenia

 

Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego zaznaczył, że pojawiają się słuszne opinie na temat zmian tureckiego systemu państwa na prezydencki. - Prezydent najwyraźniej prezentuje taki autorytarny styl kierowania państwem i chce go umacniać - podsumował.

 

W nieudanym puczu wojskowym, który wybuchł w Turcji z piątku na sobotę zginęło co najmniej 265 osób - wśród prorządowych wojskowych i cywilów, a ponad 1400 zostało rannych. Władze podają, że zginęło co najmniej 104 spiskowców.

 

Polsat News