Izraelczyk prowadził pojazd wojskowy. W środku znajdowali się żołnierze z jego oddziału. Kierowca zatrzymał się półtora metra przed punktem kontrolnym. Z niewiadomych przyczyn wysiadł z samochodu, okrążył go i wsiadł z drugiej strony. Wtedy nastąpiła eksplozja granatu, który - według izraelskich mediów - trzymał w dłoni. 

 

Zabici żołnierze mieli 20 i 24 lata. Ich rodziny już zostały powiadomione o zdarzeniu. Rzecznik armii zadeklarował im wszelką pomoc i wyraził żal z powodu ich śmierci. Trzech rannych, w tym jednego ciężko, przetransportowano natychmiast do pobliskiego szpitala.

 

Trwa śledztwo w sprawie eksplozji.

 

Władze izraelskiej armii wcześniej zapowiadały wzmożoną aktywność i serię ćwiczeń w rejonie, w którym doszło do zdarzenia.

 

polsatnews.pl