Reporter Polsat Sport Sebastian Staszewski w piątek o godz. 22:52 dostał z Turcji informację od reprezentanta Polski w piłce nożnej Łukasza Szukały: "Jeszcze wakacje w Turcji chcesz robić? Bo tu się coś dzieje. Jeszcze nie wiem co, ale coś się dzieje. Siedzimy w restauracji, a nad Ankarą leci dziesięć samolotów F-16".

 

 

Przekazywane informacje były coraz bardziej dramatyczne: "Chyba atakują rząd turecki. Wojsko chce władzy. Coś wybuchło. Na twarzach czuliśmy ciepły podmuch. Nie wiem co się dzieje. Wszędzie policja, wszystko zamknięte" - napisał szukała. W kolejnej wiadomości napisał: "Wojsko atakuje! Wszędzie latają samoloty, helikoptery, coś wybucha. Wyłączyli nawet Twittera".

 

Następny raport, wysłany tuż przed północą: "Jestem już w mieszkaniu. Ode mnie jest 300 metrów do tureckiej telewizji. Latają tu helikoptery, słyszysz chyba, i strzelają do budynku. Słyszymy strzały. Wyłączyli światła". Mieszkanie polskiego piłkarza znajduje się tuż obok wieżowca telewizji TRT, który armia najpierw zajęła, a potem ostrzelała. "Pełno helikopterów. Co chwilę słychać strzały. Stoję na balkonie i widzę, jak ostrzeliwują ten wieżowiec" - informował Szukała.

 

 

Nad ranem piłkarz poinformował, że strzelanina ucichła, a on jest w mieszkaniu i czuje się bezpieczny.

 

 

Piłkarz, mimo groźnej sytuacji, w której się znalazł, zdobył się na żart. 

 

 

 

Nie udała się piłkarzom Osmanlisporu próba opuszczenia Turcji - poinformował Sebastian Staszewski. Zanim gracze znaleźli połączenia lotnicze, władze zamknęły lotniska. Wprowadzono stan wojenny i godzinę policyjną.

 

Więcej na ten temat można przeczytać w artykule Sebastiana Staszewskiego w portalu polsatsport.pl.

 

polsatnews.pl, polsatsport.pl