- Żyję tylko dzięki medykom. Co jakiś czas dzwonię do doktora Roberta Brzozowskiego z życzeniami, ale nigdy nie było okazji się spotkać. Kiedy dostałem informację, że jest możliwość spotkania się po tylu latach i osobistego podziękowania, to nie miałem chwili zawahania - powiedział kapral Tynka, który w piątek miał możliwość spotkać swego wybawcę w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.


- Na ten sukces składają się nie pojedyncze osoby, ale praca całego zespołu - mówił doktor Brzozowski. Podkreślał szybkie i sprawne działania wojskowego ratownika, który tamował krwotok rannego kaprala, śmigłowców ewakuacji medycznej i personelu szpitala polowego w Ghazni. - O 9.55 zostałeś postrzelony, o 10.15 byłeś w szpitalu, gdzie założyłem ci pierwszy dren do klatki piersiowej, o 10.20 trafiłeś na stół operacyjny - mówił.


Patrol wpadł w zasadzkę


- Dzięki tylu wspaniałym osobom udało mi się oszukać śmierć - dodał Tynka. Dr. Brzozowskiemu podarował on chustę z emblematem swej kompanii.


4 lipca 2012 r. patrol, w którym uczestniczył Tynka, wpadł w zasadzkę. Żołnierz został postrzelony. Pocisk trafił go w szyję, uszkodził klatkę piersiową i spowodował rozległe obrażenia i masywny krwotok. Mimo poważnych obrażeń wystarczyła jedna operacja.


Tynka zgłosił się do wojska na ochotnika w 2007 r. Gdy wyjeżdżał do Afganistanu był żołnierzem kompanii szturmowej 16. batalionu powietrznodesantowego. Dziś służy w jednej z jednostek specjalnych. Na pytanie dr. Brzozowskiego, czy pojechałby na misję znowu, odparł: "Chętnie. Z powodu uszczerbku na zdrowiu na »bojówkę« na pewno już nie pojadę, ale do sztabu lub centrum operacyjnego mógłbym".


Zmiany w systemie opieki


Przy okazji spotkania weterana z jednym z lekarzy, którzy uratowali mu życie, dyrektor WIM gen. bryg. prof. Grzegorz Gielerak przypomniał zmiany, jakie wprowadzono w systemie opieki nad rannymi weteranami. Inspiracją był system amerykański, z którym polscy pacjenci i lekarze stykali się w amerykańskim szpitalu wojskowym w niemieckim Landstuhl.


Gielerak, który angażował się w pomoc weteranom, jeszcze zanim została ona ujęta ustawowo, podkreślił, że personel zaczęto szkolić i uwrażliwiać na problemy psychologiczne weteranów. Powstał też Program osłony psychologicznej uczestników misji i ich rodzin.


Od 2011 r. działał pełnomocnik dyrektora WIM, który dbał o skoordynowaną opiekę nad poszkodowanym od chwili przyjęcia do szpitala, w tym codzienne monitorowanie jego stanu oraz utrzymywanie z nim kontaktu, a także wsparcie już po wypisaniu ze szpitala. Wprowadzono system informatyczny, który umożliwiał żołnierzom stały kontakt zarówno z rodziną, jak i z kolegami, którzy zostali na misji. Do tych działań włączyło się 15 klinik, przeszkolono ponad 60 pielęgniarek.


Legitymacja dla weteranów


Przedstawiciele WIM apelowali, by poszkodowani weterani wyrabiali w MON legitymacje, dzięki którym mogą korzystać ze specjalnych świadczeń, w tym badań poza kolejnością, konsultacji lekarskich i psychologicznych.


- Często żołnierze, którzy brali udział w misjach, nie wiedzą, że taka legitymacja im przysługuje - powiedziała Urszula Marszałkowicz-Flis, pełnomocnik dyrektora WIM ds. rannych i poszkodowanych. Dokumenty do legitymacji wydawanej przez Departament Spraw Socjalnych MON, można wypełnić i przesłać przez stronę na stronie Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju.


Od 2007 r. w misji ISAF w Afganistanie służyło ok. 26 tys. Polaków. 43 z nich poległo lub zmarło wskutek ran. Poszkodowanych zostało 860 żołnierzy i pracowników wojsk, w tym 360 zostało rannych.


Od połowy ubiegłego wieku we wszystkich misjach zagranicznych wzięło udział ponad 100 tys. żołnierzy i kilka tysięcy funkcjonariuszy z Polski.


Ustawa o weteranach działań poza granicami państwa przyznaje im m.in. dodatki do rent i emerytur, ulgi na przejazdy komunikacją dla weteranów przebywających na rentach inwalidzkich, dopłaty do nauki oraz bezpłatną pomoc psychologiczną.

 

PAP