- Przez wiele lat Francja tolerowała powstawanie enklaw kalifatu. Francuskie MSW podaje, że takich wysp, w których rządzi radykalny islam jest ponad 750. Sporo obywateli francuskich wyznających islam wyjechało do Syrii i wracają zarażeni dżihadem. Teraz będą się organizować  - powiedział Leszek Miller w rozmowie z Joanną Wrześniewską-Sieger.


- Nie wiemy, czy zamachowiec z Nicei ma jakieś powiązania, to się okaże. Ale już dwa lata temu jeden z przywódców Państwa Islamskiego wygłosił apel - "jak nie macie broni to użyjcie samochodu, jak nie macie samochodu to użyjcie noża, zabijajcie ich przy każdej okazji" - przypomniał były premier.


"To jest wojna"


- Co można zrobić w tej sytuacji? - pytała Joanna Wrześniewska-Sieger.


- Po pierwsze powinna zwiększyć swoją obecność wywiadowczą w krajach, które są wylęgarnią terroryzmu. Po drugie współpracować z władzami tych krajów, jeśli to możliwe. Po trzecie trzeba starać się usuwać powody ekonomiczne terroryzmu. Pomagać przynajmniej niektórym krajom arabskim, co spowoduje, że migracja do Europy będzie mniejsza - stwierdził Leszek Miller.


Dodał, że drugiej strony trzeba powiedzieć wyraźnie "zero tolerancji" dla radykalnych islamistów.


- Jeśli wywiady są w stanie zidentyfikować ludzi, którzy są zagrożeniem terrorystycznym, to trzeba tych ludzi deportować. Trzeba też deportować duchownych propagujących dżihad. Trzeba posunąć się do radykalnych metod, bo to jest wojna, a na wojnie obowiązują inne zasady niż w czasie pokoju - wyjaśnił polityk.


"Gospodarz musi dbać najpierw o swój dom"

 

Zdaniem Leszka Millera radykalny islam i Państwo Islamskie to "śmiertelne zagrożenie dla cywilizacji europejskiej".


- To jest wróg ideologiczny, z którym właściwie się nie negocjuje. To wróg, który po prostu chce nas zniszczyć, nas Europejczyków. Chce nam narzucić swój świat wartości, kulturowych i religijnych - powiedział Leszek Miller.


- Mamy do czynienia ze starciem dwóch wizji cywilizacyjnych i od tego się nie ucieknie. Widać wyraźnie, że próby asymilacji średnio się udają. Oczywiście nie należy z nich rezygnować, bo nie można wszystkich spisywać na straty - powiedział Miller.


Ale w jego opinii trzeba tez założyć, że "spora część przybyszów nie będzie chciała się asymilować". - My musimy patrzeć na nasz dom. Gospodarz musi dbać najpierw o swój dom, a dopiero potem przejmować się losem nieproszonych gości - podsumował Miller.

 

Polsat News