- Szkodliwość społeczna zarzuconego czynu nie była znikoma, choć też nie była ona znaczna. Okolicznością obciążająca jest, że oskarżony był wówczas posłem, osobą uprawnioną do stanowienia prawa i jeszcze bardziej niż każdy inny obywatel obowiązaną do jego przestrzegania - powiedział w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Tomasz Trębicki.


Jednocześnie sędzia dodał, że jako okoliczność łagodzącą należy wskazać "niewysoki rozmiar materialnej szkody". - Sąd jest jak najdalszy od przyjęcia, że oskarżony działał jako chuligan. Absolutnie tak tego nie można postrzegać. Nie miał zamiaru zdewastowania rzeźby, ale mógł przewidywać, że takie uszkodzenia nastąpią - wskazał sędzia.


Zgodnie z środowym wyrokiem Tomczak jest uznany za winnego, ale z racji małej szkodliwości społecznej nie będzie ukarany. Mocą wyroku Tomczak ma także zapłacić na rzecz ubezpieczyciela rzeźby 3 tys. zł oraz ponad 3 tys. zł kosztów sądowych.


Wyrok 16 lat po zdarzeniu


Nieprawomocny wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia zapadł po ponad trzech latach procesu i blisko 16 latach od zdarzenia, o którym w grudniu 2000 r. było głośno w kraju i za granicą.


Tomczak (wybrany w 1997 r. do Sejmu z listy AWS, wtedy Koło Poselskie Porozumienia Polskiego; w latach 2004-2009 europoseł LPR), wraz z Haliną Nowiną-Konopczyną (Porozumienie Polskie) protestowali przeciw wystawie zorganizowanej na stulecie istnienia galerii Zachęta. Częścią wystawy była instalacja "La Nona Ora" (Dziewiąta godzina), włoskiego artysty Maurizio Cattelana. Przedstawiała ona Jana Pawła II przygniecionego meteorytem.


Tomczak wszedł na wystawę, wdarł się za barierki i usunął "meteoryt" przygniatający rzeźbę papieża. Wskutek tej akcji figurze odpadła część lewej nogi. Tomczak został oskarżony o to, że "działając ze z góry powziętym zamiarem, poprzez gwałtowne przesunięcie" uszkodził rzeźbę. Jego czyn miał spowodować stratę w wysokości prawie 40 tys. zł. W odpowiedzi Tomczak twierdził, że zarzuty są dla niego niezrozumiałe, "zważywszy na to kim był i co przez 28 lat uczynił dla Polski i Polaków Ojciec Święty Jan Paweł II".


Zniszczenie w imię idei


Po zniszczeniu rzeźby pozostawił w Zachęcie list z żądaniem dymisji jej ówczesnej dyrektor Andy Rottenberg, którą określił mianem "urzędnika państwowego żydowskiego pochodzenia". Rzeźba została wycofana z wystawy. Wkrótce Rottenberg złożyła rezygnację z kierowania galerią. Tomczak od początku przyznaje się do uszkodzenia instalacji, ale twierdzi, że zrobił to w imię idei. - Zniszczyłem to, ponieważ oczekiwali tego moi wyborcy - mówił wtedy prasie.


Kilka tygodni temu zmienił się referent tej sprawy - przestał nim być oskarżający Tomczaka prok. Piotr Skiba, a pod koniec czerwca Prokuratura Okręgowa w Warszawie wniosła o umorzenie tej sprawy, gdyż - jak informowano - m.in. działanie oskarżonego nie miało znamion wandalizmu, lecz stanowiło reakcję na eksponat, naruszający jego uczucia religijne.


Nie wyklucza apelacji


Sąd nie był związany wnioskiem prokuratury i ostatecznie zdecydował o umorzeniu warunkowym. - Stanowisko prokuratury było wewnętrznie sprzeczne. Skoro w ocenie prokuratora czyn nie stanowił przestępstwa, to prokurator winien cofnąć akt oskarżenia, co byłoby dla sądu wiążące. (...) Prokurator chciał, aby decyzję za prokuratora mógł podjąć sąd - powiedział sędzia Trębicki.


Za zniszczenie tej rzeźby ubezpieczyciel wypłacił równowartość blisko 40 tys. zł odszkodowania wykonawcy naprawy instalacji. - Sąd uznał, że koszt naprawy to kwota około trzech tys. zł. (...) Natomiast kwota ponad 39 tys. zł to kwota wypłacona przez towarzystwo ubezpieczeń na potrzeby postępowania likwidacyjnego szkody zgodnie z warunkami ubezpieczenia. Nie znaczy to, że szkoda w rozumieniu prawa karnego taka była - zaznaczył sędzia. Dodał, że ubezpieczyciel może dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilnej.


Obecny na ogłoszeniu wyroku Tomczak pytany przez dziennikarzy o to, czy złoży apelację powiedział, że wyrok przyjmuje z pokorą i wraz z obrońcą złoży wniosek o jego pisemne uzasadnienie. - Po analizie uzasadnienia rozważymy decyzję o ewentualnej apelacji - dodał.

 

PAP