- Much jest ogromna ilość i mogą przerażać. Są ich całe roje. Nie można otworzyć okien, ani drzwi – przyznaje  Józef Jagódka, powiatowy lekarz weterynarii w Gorzowie Wielkopolskim.

 

- Wchodzą wszędzie. Do jedzenia, pościeli, na człowieka. Muchy są wektorami chorób, jak szczury - skarżą się mieszkańcy. O plagę obwiniają dwie pobliskie fermy norek.

 

Z muchami walczą różnymi sposobami, żaden nie jest skuteczny.

 

- Obciążanie sąsiedniej fermy ogromną ilością much uważam za niewłaściwe. Kontrolujemy fermę. Ostatnio zarzucano, że leży tam padlina, obornik. Nie ma obornika, a padlina jest zbierana i zamrażana – zapewnia tymczasem Józef Jagódka.

 

"W życiu takiej plagi nie widziałem"

 

- Stwierdził, że nie od ferm, to skąd? Z kosmosu? Niech ustali skąd one są!-  denerwują się mieszkańcy. - Ja gospodarzyłem ponad 30 lat. Miałem świnie i krowy. Były muchy, ale nie takie. W życiu takiej plagi nie widziałem – przekonuje jeden z nich.

 

Urzędnicy przerzucają się odpowiedzialnością za pozbycie się problemu.

 

- Walka z muchami nie leży w kompetencji inspekcji weterynaryjnej. My nadzorujemy tylko owady użytkowe i hodowlane np. pszczoły – tłumaczy Józef Jagódka, powiatowy lekarz weterynarii w Gorzowie Wielkopolskim.

 

- Muchy rozwijają się tam, gdzie mają dogodne warunki: w odpadach . A odpady nadzoruje inspektor ochrony środowiska. Obowiązkiem gminy jest przestrzeganie ustawy o czystości i porządku w gminie - wyjaśnia Anna Dańko z sanepidu w Gorzowie Wielkopolskim.

 

Z kolei Inspektorat Ochrony Środowiska w Zielonej Górze przekonuje, że to kompetencja inspekcji sanitarnej.

 

Jak dotąd nie ustalono nawet, co jest powodem plagi. Właściciele obu ferm norek zapewniają, że nie są jej źródłem. Ich argumenty w reportażu "Interwencji" o 16:15 w Telewizji Polsat.