Lokalny dziennik "Plymouth Herald" cytuje 22-letnią Ewę Banaszak, córkę właściciela podpalonego budynku, która opisała przebieg incydentu. Gdy jej ojciec walczył z pożarem, młodsza siostra odkryła list z pogróżkami.

 

- Moja młodsza, czternastoletnia siostra czekała na straż pożarną i przed drzwiami znalazła kopertę. Kiedy ją otworzyła, w środku znalazła list - opowiadała Banaszak. - Od razu wiedzieliśmy, że to jest związane z podpaleniem - dodała.

 

Polak zamieściła zdjęcia spalonej przybudówki na Facebooku. "To stało sie w naszym rodzinnym domu wczoraj wieczorem! To smutne i niepokojące, przez co przechodzimy... Tym bardziej, że mieszkamy tutaj 10 lat. Pracujemy, uczymy się. Proszę o udostępnianie i nagłaśnianie, żeby się to nie powtórzyło." - napisała.

 

 

 

Kamieniami w 11-latków

 

Polka podkreśliła, że to nie pierwszy atak na polską społeczność w Plymouth po referendum z 23 czerwca w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jak relacjonowała, dwa dni wcześniej jej 11-letni bracia bliźniacy byli obrażani i obrzucani kamieniami w pobliskim parku.

 

- Wiem też, że pojawił się napis na polskim sklepie, a podobne incydenty zdarzały się też w innych częściach kraju, nie tylko wobec Polaków - powiedziała.

 

 

 

Przedstawiciel lokalnej policji inspektor Darren Green zaznaczył, że służby porządkowe wierzą, że podpalenie "zostało dokonane celowo, było motywowane rasowo i stanowiło bezpośrednie zagrożenie życia".

 

"Jesteśmy zniesmaczeni tym przestępstwem. Incydenty na tle nienawiści, takie jak ten, są traktowane przez moich funkcjonariuszy priorytetowo. Nie ma miejsca na tego rodzaju przestępstwa w Plymouth i zrobimy wszystko, co możliwe, aby znaleźć odpowiedzialnych za podpalenie i list wysłany do ofiar" - podkreślił.

 

Jak dotąd najgroźniejszy z incydentów

 

Policja zaapelowała do świadków o zgłoszenie się na najbliższy komisariat. Polska ambasada w Londynie potwierdziła, że otrzymała zawiadomienie o incydencie i w pełni współpracuje ze służbami porządkowymi. W piątek jeden z konsulów uda się do Plymouth w celu dalszego zbadania sprawy i rozmowy z ofiarami podpalenia.

 

To najpoważniejszy z serii incydentów motywowanych nienawiścią na tle narodowościowym wobec Polaków i innych grup imigranckich w Wielkiej Brytanii po czerwcowym referendum.

 

Lokalne oddziały policji zgłaszały nawet przeszło pięciokrotny wzrost przestępstw o podobnym charakterze, które jednak w większości polegały na groźbach i obraźliwych komentarzach pod adresem mniejszości narodowych mieszkających w Wielkiej Brytanii. Według sondażu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych, aż 12 proc. Polaków mieszkających na Wyspach spotkało się z jakąś formą wrogiego zachowania w następstwie referendum.

 

Blisko dwa tygodnie temu, w weekend tuż po ogłoszeniu wyników, doszło do namalowania obraźliwego graffiti na fasadzie Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w zachodnim Londynie, a polskie rodziny mieszkające w hrabstwie Cambridgeshire otrzymały ulotki wzywające "polskie robactwo" do opuszczenia kraju. Policja bada obie sprawy; wciąż nie znalazła jednak sprawców.

 

PAP