Historia zaczęła się w październiku ubiegłego roku, kiedy Natasha Olsen Myra urodziła bliźniaczki. Jednak noworodki zostały odebrane rodzicom.  Barnevernet, czyli norweski urząd ds. ochrony dzieci, który podjął tę decyzję, tłumaczył ją "rozpoznaniem niedorozwoju umysłowego" matki.  

 

Zaświadczenie o "niedorozwoju umysłowym" Natashy Olsen Myra wystawiono jedenaście lat wcześniej. Prawdopodobnie wtedy, gdy jej adopcyjna matka (kobieta została adoptowana, gdy miała 3 lata) chciała wyegzekwować od państwa dodatkowe środki na jej wychowanie, motywując to problemami wychowawczymi z córką.

 

Gdy sprawę odebrania Natashy i Erikowi bliźniaczek nagłośniły media, kobieta po raz kolejny została poddana badaniom, które wykazały, że jej zdolności umysłowe są w normie.

 

Uznano, że dzieci przebywające u rodziny zastępczej będą mogły wrócić do biologicznych rodziców, pod warunkiem, że ci przejdą specjalny kurs przygotowawczy.

 

"Byliśmy oszukiwani"

 

W rozmowie z dziennikarzami Polsat News para przyznała, że mieli przejść cztery etapy swoistego przysposobienia, nauki "bycia rodzicami". Ich zdaniem w pierwszych dniach kursu pracownicy ośrodka, w którym ten się odbywał, sprzyjali parze. Jednak po tygodniu ich stosunek do rodziców bliźniaczek miał się zmienić.

 

W związku z tym, że Barnevernet miał do końca czerwca podjąć decyzję, czy dzieci wrócą do biologicznych rodziców, a do nich samych zaczęły docierać sygnały, że decyzja będzie odmowna, Natasha i Erik postanowili uciec z kraju z dziećmi. - Liczyliśmy na pomoc, a teraz nie ufam ludziom i nie rozumiem dlaczego od początku byliśmy oszukiwani – powiedział Polsat News Erik.

 

"Nieludzkie" działanie

 

Rodzina najpierw trafiła do Szwecji. Później dowiedzieli się, że w Polsce mogą liczyć na pomoc. Kilkanaście dni temu dotarli do naszego kraju.

 

W związku z tym, że dziewczynki formalnie znajdowały się pod opieką rodziny zastępczej, wywiezienie ich z kraju przez biologicznych rodziców uznano za uprowadzenie.

 

- W Polsce czujemy się bezpieczni, bo tu rodzice biologiczni są wartością - mówią Norwegowie. Ich zdaniem decyzje podejmowane przez Barnevernet są "nieludzkie".

 

Rzecznik Prasowy Komendy Głównej Policji, podinsp. Mariusz Ciarka, w rozmowie z polsatnews.pl nie chciał komentować sprawy, gdyż jak stwierdził, jej "gospodarzem są służby norweskie".

 

W piątek przed norweską ambasadą w Warszawie odbędzie się pikieta przeciwko działaniom norweskiego Barnevernetu.

 

Więcej informacji w tej sprawie niebawem na antenach Polsat News i Polsat.

 

Izabela Alfredson (Polsat News), Klaudia Szumielewicz ("Interwencja"), polsatnews.pl