Parlamentarzyści, którzy 22 czerwca projekt nowelizacji ustawy złożyli w Sejmie, chcą uregulować zasady dotyczące administrowania placówkami opiekuńczymi w Polsce. Ustawa, ich zdaniem, ma na celu "odejście od niekorzystnych rozwiązań", w szczególności - łączenia placówek opiekuńczo-wychowawczych z ośrodkami pomocy społecznej, umiejscawiania tych jednostek w jednym budynku i na jednym terenie oraz zapewnienia jednostkom wspierania rodziny i systemu pieczy zastępczej w sposób nieracjonalny wspólnej obsługi administracyjnej, finansowej, organizacyjnej”.

 

"Żadnej szansy na integrację"

 

Argumentując proponowane zmiany, w uzasadnieniu projektu ustawy napisali, że "wychowując się w otoczeniu starości, choroby i śmierci, stykają się na co dzień z dramatem samotności ludzi częstokroć pozbawionych wsparcia najbliższej rodziny". I dlatego "o zapewnieniu dzieciom prawidłowej opieki i wychowania nie można mówić w przypadku umieszczenia placówki opiekuńczo-wychowawczej (np. domu dziecka – red.) lub placówki wsparcia dziennego w jednym budynku z domem pomocy społecznej".

 

Zdaniem pomysłodawców, dzieci wychowujące się w takiej placówce, "nie mają żadnej szansy na integrację ze środowiskiem lokalnym" i są "zagrożone jeszcze silniej wykluczeniem społecznym".

 

Właśnie te zapisy wzbudziły największe kontrowersje.

 

"Niefortunne sformułowanie"

 

"Sformułowanie użyte w uzasadnieniu projektu wydaje się co najmniej niefortunne" - brzmi odpowiedź biura Rzecznika Praw Obywatelskich na prośbę polsatnews.pl o komentarz do uzasadnienia projektu ustawy proponowanej przez PiS. Jak ustaliliśmy, do Rzecznika Praw Obywatelskich do tej pory nie docierały skargi w zakresie łączenia placówek opiekuńczo-wychowawczych z jednostkami organizacyjnymi pomocy społecznej.

 

Marcin Wolny, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, w rozmowie z polsatnews.pl przyznał, że uzasadnienie projektu nowelizacji ustawy, go "nie przekonuje". - Nie wydaje mi się, by opisana sytuacja niosła za sobą ryzyko stygmatyzacji nieletnich - powiedział.

 

Jak dodał, młodzi ludzie powinni być "uwrażliwieni na tę problematykę", zaś udawanie, że problemu nie ma, do czasu gdy nie opuszczą placówki, nie jest rozwiązaniem.

 

Zdaniem prawnika pojawia się także "argument organizacyjny", gdyż jeśli w tej formie ustawa zostałaby przyjęta, na gminy spadnie obowiązek szukania odpowiednio daleko usytuowanych od siebie placówek.

 

Joanna Mielczarek ze Stowarzyszenia "mali bracia Ubogich", które walczy z wykluczeniem społecznym samotnych osób starszych, przyznała, że chciałaby "poznać wyniki badań, które wskazują, w jaki sposób widok osób starszych czy samotnych źle wpływa na proces wychowawczy". - Chętnie poznam podstawy naukowe tego twierdzenia. Inaczej uznaję je za pijany sen autorów projektu - stwierdziła w wypowiedzi dla ngo.pl.

 

"Funkcjonowanie w otoczeniu ludzi przegranych"

 

Psycholog dziecięcy, prof. Irena Pospiszyl, w rozmowie z polsatnews.pl nie podzieliła opinii Joanny Mielczarek. Choć, jak zauważyła, "trend izolowania dzieci od świadomości śmierci i starości" jest negatywny, to jej zdaniem "funkcjonowanie dzieci w otoczeniu ludzi przegranych i o zawężonym stylu funkcjonowania", rzeczywiście może negatywnie wpływać na ich wychowanie.

 

- Jestem przeciwniczką jakiejkolwiek gettyzacji środowisk. Bo to się skończy tym, że wytworzą się całe osiedla, przestrzenie, w których będą żyli tylko ludzie "inni" - dodała podkreślając, że w związku z proponowanymi przez PiS zmianami potrzebna jest dyskusja, by tematu jeszcze bardziej nie marginalizować.

 

polsatnews.pl