Według relacji agencji Reutera część demonstrantów niosła transparenty z napisami określającymi zatrzymania wydawców i księgarzy jako działania totalitarne.

 

- To śmiertelne zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców Hongkongu, którzy są szpiegowani przez nieznane siły - mówił w trakcie protestu prodemokratyczny polityk Cyd Ho. - Władze Hongkongu muszą sprawdzić z rządem centralnym (w Pekinie) co się naprawdę dzieje - dodał.

 

Zatrzymani w zeszłym roku wydawcy i księgarze pracowali dla hongkońskiego wydawnictwa Mighty Current, znanego z krytycznych publikacji dla rządu ChRL. Jeden z nich, Lam Wing-kee, który był przetrzymywany przez osiem miesięcy przez chińskie służby, skrytykował Pekin za "naruszanie praw Hongkongu". Chodziło mu o nielegalne działania chińskich służb specjalnych na terytorium byłej brytyjskiej kolonii.

 

Reuters podkreśla, że w związku z tymi działania pojawiają się coraz liczniejsze głosy, że Pekin łamie zasadę "jeden kraj, dwa systemy", zgodnie z którą Hongkong jest rządzony, od kiedy został przyłączony do ChRL w 1997 roku. Zasada ta miała obowiązywać przez 50 lat.

 

Chiny nie przyznają się do żadnych nieprawidłowości.

 

PAP