To był najlepszy mecz Belgów w tym turnieju. W trzecim kolejnym spotkaniu nie stracili bramki i są pierwszą drużyną Euro 2016, której udało się w jednym meczu strzelić cztery gole. W ćwierćfinale zmierzą się z Walią.

 

W Tuluzie pokonali niespodziankę imprezy Węgrów 4:0. Była to ich pierwsza porażka we Francji. Reprezentanci Węgier mieli swoje okazje, ale z sześciu celnych strzałów na bramkę ani razu piłka nie znalazła drogi do siatki. Albo mylili się Węgrzy, albo na straży stał bramkarz Thibaut Courtois.

 

Belgowie, którzy już przed przyjazdem do Francji stawiani byli w roli "czarnego konia", po raz pierwszy od 1980 roku zaszli tak daleko w mistrzostwach Europy.

 

Wynik już w 10. minucie otworzył Toby Alderweireld. Na drugie trafienie kibice z Belgii musieli czekać aż 68 minut, ale później rozwiązał się worek z bramkami. Na listę strzelców wpisywali się kolejno Michy Batshuayi (78), Eden Hazard (79) i Yannick Carrasco (90+1).

 

Tym razem nie zawiedli ci, na których kibice najbardziej liczyli, czyli Hazard i Kevin de Bruyne. Drugi z nich wprawdzie nie zdobył bramki, ale za to był reżyserem wielu ofensywnych sytuacji. Już w pierwszym kwadransie mogło być 3:0, ale 40-letni Gabor Kiraly radził sobie doskonale między słupkami i dopiero po uderzeniu Alderweirelda był bez szans i musiał wyciągać piłkę z siatki.

 

Nie potrafili zaszkodzić Belgom

 

Taktyka Węgrów szybko została zneutralizowana. Drużyna, która do tej pory "żyła" z kontr, teraz musiała wykazać się własną inicjatywą. Zwłaszcza po pierwszym straconym golu. Rywale Belgów nie mieli jednak pomysłu, jak skutecznie zaskoczyć "Czerwone Diabły".

 

Z kolei węgierska obrona miała poważne kłopoty. Szybkie podania i częste zmiany stron Belgów sprawiły, że linia defensywna została całkowicie rozbita. Wiele wysiłku kosztowało ekipę Bernda Storcka zwłaszcza zatrzymanie De Bruyne'a. To był zdecydowanie najlepszy mecz pomocnika Manchesteru City i to on rozdawał najgroźniejsze piłki.

 

Tylko efektywności brakowało. On sam mógł w 15. lub 30. minucie wpisać się listę strzelców i miał też pecha w 35., kiedy Kiraly odbił piłkę, a ta uderzyła w poprzeczkę.

 

Nie było jednak tak, że wyłącznie Belgowie atakowali. Swoich szans nie wykorzystali także Gergo Lovrencsics, Balazs Dzsudzsak  czy Adam Pinter, który wskoczył do drużyny w ostatniej chwili, kiedy w trakcie rozgrzewki kontuzji nabawił się Laszlo Kleinheisler.
 
Węgrzy do kraju mogą wracać, mimo wszystko, zadowoleni. A Belgowie mocno postraszyli Walijczyków przed piątkowym ćwierćfinałem w Lille. 

 

1/8 finału: Węgry - Belgia 0:4 (0:1).

Bramki: 0:1 Toby Alderweireld (10-głową), 0:2 Michy Batshuayi (78), 0:3 Eden Hazard (79), 0:4 Yannick Carrasco (90+1).

Żółta kartka - Węgry: Tamas Kadar, Adam Lang, Akos Elek, Adam Szalai. Belgia: Thomas Vermaelen, Michy Batshuayi, Marouane Fellaini.

Sędzia: Milorad Mazic (Serbia). Widzów 30000.

Węgry: Gabor Kiraly - Adam Lang, Richard Guzmics, Roland Juhasz (79. Daniel Bode), Tamas Kadar - Balazs Dzsudzsak, Zoltan Gera (46. Akos Elek), Adam Pinter (75. Nemanja Nikolic), Adam Nagy, Gergo Lovrencsics - Adam Szalai.

Belgia: Thibaut Courtois - Thomas Meunier, Toby Alderweireld, Thomas Vermaelen, Jan Vertonghen - Radja Nainggolan, Kevin De Bruyne, Axel Witsel, Dries Mertens (70. Yannick Carrasco), Eden Hazard (81. Marouane Fellaini) - Romelu Lukaku (76. Michy Batshuayi).

 

PAP