Petycja została zainicjowana przez Williama Olivera Healey'a. Podpisało się pod nią ponad 1 mln 500 tys. osób. Petycję rozpatrzy w przyszłym tygodniu specjalna komisja parlamentarna.

 

"My, niżej podpisani, wzywamy rząd Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej by wdrożyć zasadę, zgodnie z którą w sytuacji, gdy głosy za pozostaniem lub wyjściem z UE wyniosą mniej niż 60 proc., a frekwencja wyniesie mniej niż 75 proc., powinno odbyć się kolejne referendum" - napisano w niej.

 

 

Od ogłoszenia wyników liczba sygnatariuszy petycji rośnie niezwykle szybko; przez pewien czas przybywało ok. 1 tys. podpisów na minutę. Ogromna liczba odwiedzin na stronie doprowadziła nawet do zawieszenia się witryny internetowej Izby Gmin - pisze agencja EFE.

 

W czwartek 51,9 proc. Brytyjczyków opowiedziało się za wyjściem z Unii Europejskiej. Frekwencja w referendum wyniosła 72,2 proc, czyli poniżej 75-procentowego progu sugerowanego w petycji.

 

Choć większość Brytyjczyków wybrała w czwartek Brexit, to mieszkańcy Londynu, Szkocji i Irlandii Północnej zagłosowali za pozostaniem we Wspólnocie.

 

Zgodnie z prawem wszystkie petycje, które uzyskały ponad 100 tys. podpisów, są przedmiotem debaty w brytyjskim parlamencie. Rząd natomiast odpowiada na te z co najmniej 10 tys. podpisów.

 

Cameron zapowiadał, że nie będzie drugiego referendum

 

Jak zauważa portal BBC News, przed głosowaniem premier David Cameron - zaangażowany w kampanię za pozostaniem w Unii - zapowiadał, że nie będzie drugiego referendum. W piątek po ogłoszeniu wyników oświadczył, że do października poda się do dymisji.

 

Zgodnie z prawem specjalna komisja ds. petycji w brytyjskim parlamencie rozpatruje petycje podpisane przez co najmniej 100 tys. osób. Komisja ma obradować w tej sprawie we wtorek, po czym zadecyduje, czy dokument powinien trafić pod debatę w Izbie Gmin.

 

Jednocześnie już ponad 140 tysięcy londyńczyków podpisało od piątku umieszczoną na stronie change.org petycję skierowaną do burmistrza Londynu Sadiqa Khana, w której domagają się, by stolica Zjednoczonego Królestwa ogłosiła niepodległość i została w Unii Europejskiej.

 

"Nie zgadzamy się z resztą kraju. Zamiast pasywnie i agresywnie głosować w każdych wyborach jedni przeciw drugim, weźmy formalny rozwód i schrońmy się wśród naszych przyjaciół na kontynencie" - głosi ten dokument.

 

polsatnews.pl, PAP