Po przeliczeniu wyników czwartkowego referendum w 382 okręgach wyborczych przewagę w stosunku 51,9 proc. do 48,1 proc. uzyskali zwolennicy wyjścia z Unii Europejskiej. Frekwencja w referendum wyniosła 72,2 proc.

 

Zdaniem Cimoszewicza, wyjście tak dużego państwa z UE będzie dla tej organizacji szczególnie trudne, m.in. ze względu na specyficzny czas, "kiedy europejscy przywódcy narodowi nie mają silnej pozycji".

 

- Proszę popatrzeć na prezydenta Francji, który ma 9-10 proc. poparcia. To jest sygnał do wzmocnienia wszystkich partii i środowisk eurosceptycznych i antyeuropejskich - stwierdził były premier.

 

"Trzeba odbyć debatę"


Były marszałek Sejmu przytoczył w tym miejscu piątkową wypowiedź przywódcy Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigela Farage'a, który oceniając wynik referendum powiedział, że jest to "śmierć Unii Europejskiej". - W moim przekonaniu grubo on przesadza, ale to jest rzeczywiście bardzo zły dzień dla Europy - przyznał.

 

- Co będzie dalej zależy od reakcji. Trzeba odbyć debatę w Europie by pokazać jak ważna jest wspólnota - dodał.

 

Teraz Dania, Holandia, Francja?

 

Włodzimierz Cimoszewicz zauważył również, że decyzja Brytyjczyków może za sobą pociągnąć podobne działania obywateli innych państw UE. - Już dziś szef holenderskiej Partii Wolności Geert Wilders czy Marine Le Pen we Francji zapowiadają, że chcą referendum. W Danii też od dawna panowały eurosceptyczne nastroje - powiedział.

 

- Osobiście sądzę, że takie ryzyko jest realne w przypadku Danii i Holandii, ale rosnące poparcie Frontu Narodowego też jest jednak sygnałem zmian zachodzących w nastawieniach Francuzów. Więc nie wykluczyłbym ryzyka dalszych odejść - podsumował Cimoszewicz.


Polsat News