Zdaniem Jakuba Pawłowskiego, który pracuje w londyńskim City jako informatyk i jest zwolennikiem wyjścia z UE, Brytyjczycy chcą Brexitu głównie po to, aby "mieć pełną kontrolę nad imigracją".

 

- Chcą wiedzieć kto może przyjeżdżać do tego kraju, kto nie i kto może być deportowany, a Unia Europejska na to nie pozwala - powiedział.

 

- Ja za Brexitem jestem dlatego, że UE wprowadza za wiele regulacji, które hamują tutejszą ekonomię. Chodzi więc o odzyskanie wolności, by swobodnie móc handlować nie tylko z państwami Unii, ale z całym światem - podkreślił Pawłowski.

 

"Lepiej mieć gotówkę i wydać na co chcemy"

 

- W sytuacji Wielkiej Brytanii wyobraźmy sobie, że ktoś przychodzi do nas i proponuje nam, że damy mu 350 funtów tygodniowo, a w zamian w kuponach da nam 180 funtów. W dodatku sumę tę możemy wydać tylko na to, na co on się zgodzi i jeszcze musimy dostosować się do zmian, jakie w każdej chwili może wprowadzić - powiedział informatyk odnosząc się do pieniędzy, jakie Wielka Brytania wpłaca do Unii, aby następnie mogła korzystać z oferowanych we Wspólnocie unijnych funduszy.

 

- Lepiej więc mieć gotówkę i wydać na co chcemy, niż na to, co zdecyduje Unia Europejska - stwierdził.

 

Pawłowski przyznał, że "jako osoba niemająca brytyjskiego obywatelstwa wie, że w przypadku Brexitu ma wiele do stracenia".

 

- Uważam jednak, że tutaj w sektorach finansowym, czy informatycznym są takie braki jeśli chodzi o wykształcenie, że imigracja na pewno nie będzie całkowicie zastopowana - podsumował.

 

 

"Większość głosujących nie ogarnia"

 

Drugi z rozmówców, przedsiębiorca prowadzący swój biznes w Londynie i będący zwolennikiem pozostania Wielkiej Brytanii w UE stwierdził, że "to referendum pokazuje niedoskonałość demokracji, kiedy nagle miliony ludzi ma prawo głosu na temat, którego większość z nich nie ogarnia".

 

- Dlatego sytuacja, która ma miejsce dzisiaj jest niebezpieczna - powiedział Piotr Kubalka.

 

- Problem polega na tym, że z perspektywy biznesu, w którym pracujemy, gdyby Brexit miał miejsce, w ciągu jednego dnia cała ta rzeczywistość finansowa kompletnie się zmieni - przyznał biznesmen.

 

W przypadku Brexitu "planowanie biznesowe stanie się niemożliwe"

 

- Pojawią się inne przepisy i traktaty, a oznacza to, że jakiekolwiek biznesowe planowanie długoterminowe stanie się niemożliwe - dodał.

 

Zdaniem przedsiębiorcy określenie dokładnych konsekwencji i przyszłości poza Unią jest tak trudne, ponieważ "nikt niestety dokładnie nie wyliczył ile w przypadku Brexitu zniknie np. miejsc pracy".

 

- Bo że takie zjawisko nastąpi - jest pewne. Może zniknąć od pół do miliona miejsc pracy, więc zapotrzebowanie na siłę roboczą z emigracji zniknie - podkreślił Kubalka.

 

Polsat News