"Zapraszamy pod Ministerstwo Zdrowia na marsz pełen gorzkich haseł, na marsz lekceważonych i niedocenianych przez państwo, zmęczonych, ale ciągle jeszcze pełnych nadziei młodych lekarzy, na marsz ludzi, którzy wzięli dobro polskiego pacjenta i własną godność w swoje ręce" - pisali organizatorzy manifestacji.

 

W resorcie zdrowia delegację protestujących lekarzy rezydentów, czyli odbywających szkolenie specjalizacyjne, przyjął wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas. Następnie protestujący wyruszyli pod budynek Kancelarii Premiera w Al. Ujazdowskich. Tam na trawniku ustawiono buty symbolizujące rezydentów, którzy nie dotarli na protest, gdyż są na dyżurach w szpitalach.

 

Na transparentach widniały m.in. hasła: "Za powołanie nie kupię chleba, dość wolontariatu"; "Twoja krew, mój pot, nasze łzy"; "Odbieram twój poród za 14 zł/h"; "Moje dziecko mnie nie poznaje, bo pracuję 300 godzin miesięcznie" i "Jeszcze nigdy tak wielu nie zarabiało tak niewiele ratując zdrowie tak licznych".

 

Protest lekarzy-rezydentów to kolejna próba zwrócenia uwagi na problemy środowiska. Wśród dotychczasowych podejmowanych przez nich działań były m.in. kampania "Adoptuj posła", w ramach której rezydenci spotkali się z ponad 120 parlamentarzystami, przedstawiając im swoje postulaty. Kolejną inicjatywą była akcja "Recepta na dobrą zmianę" polegająca na wysyłaniu do decydentów pism, których szata graficzna przypominała prawdziwe recepty i zawierała wskazania, jak uzdrowić służbę zdrowia.

 

Niezrealizowane postulaty

 

Lekarze wnioskują o dwie średnie krajowe. Zaznaczają, że nie jest to postulat nowy.

 

- Pan minister Radziwiłł już 10 temu postulował o dwie średnie krajowe dla lekarzy w trakcie specjalizacji i trzy średnie krajowe dla lekarzy specjalistów. Dziś mamy pewien dysonans, bo pan minister jest na stanowisku prawie 8 miesięcy i nie widzimy realnej perspektywy na poprawę naszej sytuacji - powiedział Damian Patecki, szef Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, jeden z organizatorów demonstracji.

 

Bez szans na rozwój

 

Maria i Stanisław Kłosińscy to młodzi lekarze z dwójką dzieci. Manifestują, bo chcą się kształcić, ale nie pozwalają im na to zarobki. Weekendowy kurs potrafi kosztować tyle, ile wynosi miesięczna pensja młodego lekarza.

 

 

Synek Kłosińskich trzyma transparent: "Chcę, by tata jadł ze mną śniadanie częściej niż raz w miesiącu". - Chcąc utrzymać dzieci i rodzinę musimy pracować poza godzinami naszej pracy, na dyżurach w różnych miejscach. Bardzo często nie ma innych chętnych niż rezydenci do tej pracy. Dlatego my zabezpieczamy zdrowie i życie pacjentów w czasie świąt, w czasie weekendów, także w tygodniu po godzinach - wyjaśnił Stanisław Kłosiński.

 

Do skutku

 

Młodzi lekarze mówią, że jeśli zaplanowana przez nich pikieta nie przyniesie rezultatu, jesienią zmobilizują nawet 100 tysięcy osób, lekarzy na specjalizacjach, pielęgniarek i ratowników medycznych i wspólnie przyjadą do Warszawy walczyć o swoje prawa.

 

Polsat News, polsatnews.pl, PAP