Na piątek Arabski - b. szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z lat 2007-2013 oraz b. ambasador w Hiszpanii - był wezwany do stawiennictwa przed Sądem Okręgowym w Warszawie, który chciał odebrać od niego oświadczenia wymagane prawem.

 

Adwokat Arabskiego mec. Andrzej Bednarczyk wniósł do SO o zrealizowanie planowanej czynności przez sąd w Gdańsku, gdzie oskarżony mieszka, być może w drodze telekonferencji. Bednarczyk tłumaczył ten wniosek odległością 400 km Gdańska od Warszawy; argumentował, że rozprawa ma się zacząć o 9.30, a chodzi tylko o odebranie danych osobowych.

 

Adwokat dołączył notarialnie poświadczone oświadczenie Arabskiego o jego danych osobowych i alternatywnie wniósł o zwolnienie go z obowiązku stawiennictwa. - Mój klient nie ukrywa się i nie utrudnia postępowania, a jego miejsce zamieszkania jest znane - dodał Bednarczyk.

 

Sam Arabski napisał sądowi, że popiera wniosek swego adwokata. Z jego oświadczenia dla sądu wynika, że prowadzi on własną działalność gospodarczą i jest niekarany.

 

Prokurator: nieobecność nieusprawiedliwiona

 

Prokurator Przemysław Ścibisz wniósł, by sąd ponownie wezwał Arabskiego oraz uznał, że nie usprawiedliwił on swej nieobecności. Według prokuratora odległość do sądu nie uzasadnia zaprzestania wzywania oskarżonego. Dodał, że prawo nie przewiduje pisemnego oświadczenia co do danych osobowych, a oskarżony musi je podać osobiście w sądzie.

 

Pełnomocnicy oskarżycieli poparli wniosek prokuratora. Mówili, że w dobie tak dobrze rozwiniętej komunikacji, odległość 400 km do sądu jest "okolicznością iluzoryczną". - Mieszkam w Gdańsku i nie jest dla mnie problemem dojazd do Warszawy - oświadczył sądowi oskarżyciel Piotr Walentynowicz, wnuk Anny Walentynowicz.

 

Sąd ogłosił, że decyzję w tej sprawie podejmie po przesłuchaniu jedynego wezwanego na piątek świadka - Emilii Surowskiej, b. pracownicy KPRM; dziś zatrudnionej w gabinecie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska

 

Pozostali oskarżeni to dwoje urzędników kancelarii premiera - Monika B. i Miłosław K. oraz dwoje pracowników ambasady RP w Moskwie - Justyna G. i Grzegorz C. Oskarżycielami prywatnymi są bliscy 14 ofiar katastrofy - m.in. Anny Walentynowicz, Bożeny Mamontowicz-Łojek, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. W rozprawach uczestniczy prokurator jako "rzecznik praworządności".

 

Podstawą złożonego w 2014 r. prywatnego aktu oskarżenia jest art. 231 par. 1 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego. Akt oskarżenia wniesiono po tym, gdy prokuratura umorzyła prawomocnie śledztwo ws. organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska.

 

10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, jego małżonka, wielu wysokich urzędników państwowych i dowódców wojskowych. Polskie śledztwo do początków kwietnia prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Postawiła ona zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom z rozwiązanego po katastrofie 36. pułku lotniczego. 4 kwietnia śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego "czarnych skrzynek".

 

PAP