O pozytywnym wyniku testu antydopingowego 29-letnia Rosjanka poinformowała w marcu. Tłumaczyła wówczas, że w grudniu zignorowała korespondencję, w której została poinformowana, że od 1 stycznia 2016 r. meldonium znajdzie się na liście substancji zabronionych i nie zaprzestała przyjmowania specyfiku. Twierdziła, że substancja pomaga jej w leczeniu.

 

- Pierwszy raz podano mi meldonium w 2006 roku. Wtedy często było mi niedobrze i brakowało mi w organizmie magnezu, a ponadto w mojej rodzinie były przypadki cukrzycy - mówiła na konferencji prasowej w Los Angeles.

 

Za początek obowiązywania dyskwalifikacji ITF uznała 26 stycznia tego roku. To oznacza, że wyniki zawodniczki z tegorocznego Australian Open, gdzie dotarła do ćwierćfinału, zostaną anulowane i Rosjanka będzie musiała oddać wszystkie uzyskane za start w Melbourne premier pieniężne.

 

"Nakładając na mnie dwuletnią dyskwalifikację, trybunał przy ITF stwierdził, że to, co zrobiłam, nie było celowe. Oceniono, że nie próbowałam nakłonić swoich lekarzy, aby przepisali mi środki wspomagające wydolność. ITF poświęciła sporo czasu, wydała niemało pieniędzy, aby udowodnić, że umyślnie złamałam przepisy antydopingowe, ale tak nie było. Trybunał nie zgodził się z ITF, ale i tak chce sprawić, żebym nie grała w tenisa przez dwa lata. Nie mogę zgodzić się na tak surową karę" - napisała tenisistka na Facebooku.

 

 

Meldonium to środek na niedokrwienie serca. Według Międzynarodowej Agencji Dopingowej jest on stosowany przez sportowców, ponieważ zwiększa wydolność, szybkość regeneracji po wysiłku oraz uodparnia na stres.

 

Urodzona 19 kwietnia 1987 roku w Niaganiu tenisistka, która większą część życia spędziła w USA, jest triumfatorką pięciu turniejów wielkoszlemowych, a łącznie 35 imprez cyklu WTA. Na korcie zarobiła łącznie około 36,8 miliona dolarów. W 2005 roku była też liderką światowego rankingu.

 

PAP, polsatnews.pl