Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek, do wybuchu doszło na skutek rozszczelnienia instalacji gazowej w łazience mężczyzny, który mieszkał na drugim piętrze.

Przypomniała też, że taką wersję prokuratorzy zakładali od samego początku - podczas oględzin zniszczonej kamienicy zastali rozkręcone rurki. Opinia nie daje odpowiedzi na pytanie, co zainicjowało sam wybuch.

Mężczyzna zmarł kilka tygodni później w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Nie udało się go przesłuchać, nie pozwalał na to stan jego zdrowia. Według podawanych po katastrofie informacji, miał problemy finansowe, zalegał z płatnościami. Miał być eksmitowany

 

Eksplozja zniszczyła budynek, w którym były 24 osoby. Akcja była bardzo trudna - poszukiwania rodziny Kmiecików trwały kilkanaście godzin. Strażacy znaleźli ich ciała pod stropami i ścianami, które w czasie katastrofy złożyły się jak domek z kart.

 

PAP