Związek Banków Polskich przedstawił we wtorek swoją propozycje rozwiązania problemu kredytów frankowych.


Zakłada ona, że przewalutowanie nastąpiłoby po kursie bieżącym - z dnia akceptacji oferty przez klienta. Poziom marży nie byłby zmieniany. Warunkiem uczestnictwa w programie byłby tzw. współczynnik Dtl (stosunek rat kredytu do dochodu) nie przekraczający 70 proc. Rata kredytu po przewalutowaniu nie mogłaby zatem przekraczać 70 proc. dochodów kredytobiorcy. Jeśli by przekraczała, bank dopłacałby do rat.


Dochód kredytobiorców byłby ustalany na podstawie PIT. Program dotyczyłby posiadaczy mieszkań do 75 m kw. i domów do 150 m, a także tych, którzy nie mają opóźnień w spłacie kredytu. Oferta byłaby składana przez bank kredytobiorcy jednorazowo. Istniałaby możliwość wydłużenia spłaty rat kredytu - w związku z przewalutowaniem - maksimum o 5 lat. W tym okresie banki pokrywałyby różnicę, jeśli Dtl nadal przekraczałaby 70 proc.


"Propozycja ma status opinii czy sugestii"


Koszt realizacji programu dla sektora bankowego wyniósłby od 1,6 do 2,7 mld zł. Program - według ZBP - wymagałby też wsparcia NBP "w zakresie minimalizacji wpływu potencjalnych negatywnych skutków przewalutowania na stabilność rynku walutowego w Polsce".


Prof. Stanisław Gomułka przyznał, że jeżeli koszty zamkną się rzeczywiście w granicach 1,6 do 2,7 mld zł, to "byłoby to jeszcze do zaabsorbowania przez system bankowy" i nie groziłoby wycofywaniem depozytów z banków. - Tylko że byłoby to zapewne kompletnie niezadowalające dla kilkuset tysięcy posiadaczy kredytów frankowych - zaznaczył.


Ekonomista zastrzegł, że trudno mu komentować propozycję bez informacji o dokładnych konsekwencjach finansowych. - Oczywiście Związek Banków Polskich może zgłaszać swoje propozycje, ale moim zdaniem sprawa powinna zostać rozwiązana za pomocą ustawy, przy udziale rządu i NBP - zaznaczył prof. Gomułka. - Na razie propozycja ZBP ma status opinii czy sugestii - dodał.


Zarazem - jak przyznał - trzeba docenić "ukłon banków wobec tych, którzy są w najtrudniejszej sytuacji".


"Banki próbują wykręcić się od odpowiedzialności"


Prof. Leokadia Oręziak z SGH również oceniła propozycję ZBP za niewystarczającą. - Banki próbują wykręcić się od odpowiedzialności po tym, jak osiągnęły duże zyski kosztem tych, którzy zaciągnęli kredyty - skomentowała.


Jej zdaniem "to był duży błąd, że polskie państwo na to pozwoliło". - Państwo uległo wtedy instytucjom finansowym, goniącym za zyskiem - powiedziała. - Wyjście z tej sytuacji jest bardzo trudne - dodała.


Prof. Oręziak przyznała, że propozycja banków "to zawsze lepiej niż nic", zwłaszcza dla frankowiczów w trudnej sytuacji. - Ale przede wszystkim pokazuje to ogromną skalę problemu - mówiła ekonomistka.

 

PAP