Generał dodał, że najprawdopodobniej agresja taka nie odbywałaby się "w takim wymiarze, jak tradycyjne sobie wyobrażamy". - Nie byłaby to agresja na wielką skalę, ale punktowe testowanie, czy NATO zareaguje - ocenił Koziej. Stwierdził jednocześnie, że jest to sygnał, iż "może dojść do konfliktu między Rosją a Sojuszem Północnoatlantyckim".

 

Łotwa najbardziej zagrożona

 

– Łotwa jest takim krajem, gdzie jest dużo mniejszości rosyjskiej, a spory polityczne wewnątrz kraju istnieją. To najłatwiejsze terytorium, gdzie Rosja może zastosować agresję podprogową - zauważył Koziej.

 

Były szef BBN wyjaśnił, że Rosja, aby wykonać taką operację, "musi się ubezpieczyć przed ewentualną reakcją NATO". - To, co słyszymy ostatnio, że Rosja będzie tworzyła nowe dywizje na zachodnim skrzydle, że te jednostki, które do tej pory były stosowane do szybkiego reagowania, rozczłonkowuje, to jest po to, aby rozwijać mobilizacyjnie armię na większą skalę. To jest moim zdaniem ubezpieczenie ewentualne Rosji przed kontrakcją NATO na interwencję poniżej progu wojny - ocenił.

 

Kraje bałtyckie "nie obronią się w pierwszym ataku"

 

- Gdyby Rosja zaatakowała na większą skalę kraje bałtyckie, to one nie są do obronienia przez NATO w pierwszym ataku. NATO musiałoby prowadzić kontrofensywę czyli wywołać wojnę na dużą skalę - stwierdził generał. Dodał, że właśnie dlatego obecność sił Sojuszu na wschodniej flance jest tak istotna.

 

- To bardzo ważne, że kraje na wschodniej flance się tego domagają. To nie jest przypadek, to strategiczna sprawa powstrzymywania woli i chęci ewentualnego testowania Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ta poprzeczka dla testu musi być postawiona dużo wyżej niż dotychczas jest - podsumował Koziej.

 

Polsat News