Jackiewicz mówił wówczas, że złote auto zażyczył sobie prezes jednej ze spółek skarbu państwa, a gdy kilka tygodni temu resort podziękował mu za pracę, na okres odprawy prezes ów zażądał samochodu z szoferem.

 

Szybko okazało się jednak, że wspomniany mercedes nie był złoty.

 

 

- Chodziło o to, abyśmy skończyli z patologią, która miała miejsce w spółkach, że były kaprysy za pieniądze podatników - powiedział dziś Jackiewicz w studio Polsat News.

 

"Setki przykładów patologii"

 

Minister oświadczył, że jeździ samochodem odziedziczonym przez poprzedników, a przy ewentualnym zamówieniu nowych nie będzie miał wpływu na ich kolor czy wyposażenie.

 

Szef resortu skarbu wyjaśnił, że po audycie złożył dwa zawiadomienia do prokuratury, po których śledczy wszczęli postępowania. Chodzi o prywatyzację "Rzeczpospolitej" oraz spółki "Ruch". Dwa kolejne zawiadomienia Jackiewicz ma złożyć w przyszłym tygodniu.

 

- Chodzi o działania na szkodę Skarbu Państwa, które liczone są w milionach złotych. Jednak wnioski do prokuratury to tylko jeden z elementów. Podczas audytu natrafiliśmy na setki przykładów patologii, jak np. płacenie służbową kartą za fryzjera - stwierdził Jackiewicz. Wyjaśnił, że odsuwa od rad nadzorczych ludzi, którzy akceptowali tego typu patologie albo sami brali w nich udział.

 

"Grzechy opozycji"

 

Minister skomentował też wtorkową wizytę wiceprzewodniczącego KE Frans Timmermans w Polsce.

 

- Najważniejsze jest to, co powiedział Timmermans. Rozwiązanie kryzysu konstytucyjnego to wewnętrzna sprawa Polski. Można liczyć na wsparcie ze strony KE i my go nie lekceważymy, ale tę sprawę musimy rozwiązać w kraju - stwierdził Jackiewicz.

 

"Grzechem" nazwał skargi opozycji i jej próby zaangażowania Parlamentu Europejskiego w ten spór. - Niech przedstawiciele obu stron siądą do stołu, niech opozycja nie próbuje budować nowych komisji - zaapelował nawiązując do wczorajszego spotkania klubów parlamentarnych ws. TK.

 

Jego zdaniem opozycja nie jest w stanie przedstawić żadnej konstruktywnej propozycji. - Każdy z uczestników przedstawiał własne koncepcje, często nielogiczne i niekonsekwentne - ocenił.

 

Minister powiedział, iż PiS przedstawił swoje propozycje kompromisu, które dotyczą m.in. składu sędziów Trybunału i kolejności rozpatrywania przez nich spraw. - To są takie minima, które muszą zostać przyjęte przez opozycję, żeby uczynić krok do przodu. Nie ma jednak takie woli ze strony opozycji.  Powtarzane są argumenty, które słyszymy od kilku miesięcy - argumentował Jackiewicz.

 

Niższe wpływy z dywidend

 

"Dziennik Gazeta Prawna" poinformował dziś, że wpływy z dywidend spółek skarbu państwa będą dużo niższe od zakładanych i wyniosą około 2 mld zł zamiast spodziewanych 4,5 mld. 

 

- Pomylił się pan? - zapytała prowadząca program Beata Lubecka.

 

- To nie ja się pomyliłem. Plan 4,5 mld zł został przyjęty przez naszych poprzedników, przez Platformę. Przyjęliśmy go również my, bo uznaliśmy, że jest to poziom osiągalny, ale bardzo trudny. Przy sytuacji spółek energetycznych, które potrzebują bardzo dużych nakładów na inwestycje, przy planie repolonizacji sektora bankowe, który wymaga wielkich nakładów finansowych, ciężko będzie osiągnąć ten poziom. Niemniej, to nie jest jeszcze rzecz niemożliwa do zrealizowania - powiedział minister.

 

Zapewnił również, że nie zabraknie pieniędzy na wypłaty 500 zł na dziecko, pod warunkiem, że samorządy będą dobrze liczyły, jakie są ich potrzeby. Ostatnio kilka województw poskarżyło się, że rząd nie przyznał im dodatkowych środków na obsługę wypłat z programu "500+".

 

Polsat News