Na funkcjonariuszy wyposażonych w kaski i tarcze poleciały m.in. kamienie i butelki.

 

- Na razie zatrzymano pięć osób za udział w zbiegowisku i czynną napaść na funkcjonariusza. Według wstępnych informacji nikt z osób demonstrujących oraz funkcjonariuszy nie został poszkodowany, ani ranny - powiedział mł. asp Michał Sienkiewicz z biura prasowego KWP w Gdańsku.

 

Policja kilkakrotnie wzywała przez megafony manifestujących ze środowisk narodowych i prawicowych do rozejścia się. 

 

Aby nie dopuścić do bezpośredniej konfrontacji między uczestnikami Trójmiejskiego Marszu Równości i kontrmanifestantami, policja skierowała Marsz Równości na inną, alternatywną trasę. Ostatecznie osoby ze Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado oraz ich sympatycy, wśród których byli m.in. przedstawiciele Komitetu Obrony Demokracji, zakończyli swój marsz na Placu Zebrań Ludowych, kilkaset metrów od Dworca Głównego PKP w Gdańsku. Pierwotnie zamierzali przejść ok. dwóch kilometrów dalej Aleją Zwycięstwa pod kompleks kinowy. 

 

- Wychodzimy na ulice, nie damy się zastraszyć. Nie damy się wepchnąć z powrotem do szafy - mówiła przed rozpoczęciem Trójmiejskiego Marsz Równości prezeska Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado w Gdańsku, Marta Magott.

 

 

Jak powiedziała, celem Trójmiejskiego Marszu Równości jest pokazanie, że "powinna być równość i wolność w naszym kraju, że prawa obywatelskie powinny być takie same dla każdego człowieka". - Dziś tych wartości i praw w Polsce nie ma - my jako społeczność LGBT nie mamy bowiem prawa do związków, do dzieci, do wspólnego rozliczania się, czy chociażby zasięgania informacji o stanie zdrowia swojej partnerki, czy partnera w służbie zdrowia - dodała.

 

Wiec przedstawicieli Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado na Targu Węglowym próbowała zakłócać głośnymi okrzykami grupa osób związanych ze środowiskiem narodowym i prawicowym stojąca przed budynkiem Teatru Wybrzeże. Skandowali m.in. "Zakaz pedałowania", "Trójmiasto nie chce pedałów", "Pedofile, lesby, geje - cała Polska z was się śmieje", "Nie czerwona, nie tęczowa - tylko Polska narodowa", "Śmierć wrogom ojczyzny". Obie demonstracje było oddalone od siebie o ok. 100 metrów i przedzielone kordonem policjantów. 

 

W pewnym momencie osobom z kontrmanifestacji jeszcze przed wyjściem na ulice Trójmiejskiego Marszu Wolności udało się przechwycić flagę Komitetu Obrony Demokracji. Płótno próbowano podpalić, a potem porwano i rzucono na chodnik. 

 

"Protestujemy przeciwko środowiskom LGBT, przeciwko tej dewianckiej manifestacji. Stajemy w obronie rodziny i normalności. Będziemy demonstrować jak najbardziej pokojowo. Odcinamy się od wszelkich agresywnych zachowań, które są niezgodne z prawem" - mówił dziennikarzom na początku manifestacji Artur Zienkiewicz, reprezentujący środowisko trójmiejskich narodowców.

 

Oprócz Trójmiejskiego Marszu Równości, organizowanego Stowarzyszenie na rzecz Osób LGBT Tolerado, miało się odbyć w sobotę w centrum Gdańska jeszcze osiem innych manifestacji pod hasłami obrony rodziny, małżeństwa i tradycyjnych wartości - ich organizatorami byli m.in. Stowarzyszenie Obóz Radykalno-Narodowy, Krucjata Różańcowa, Ruch Kontroli Władzy, Związek Strzelecki Katowice, Narodowa Rumia oraz Kibice Motoru Lublin "Motorowcy". Ostatecznie jednak, wszystkie te zgromadzenia połączyły się w jedno. - Lepiej manifestować jest wspólnie niż osobno - wyjaśnił Zienkiewicz. 

 

Według policji w Trójmiejskim Marszu Równości wzięło udział ok. 800 osób, a w kontrmanifestacji ok. 200 osób

 

PAP