Stankiewicz zaproponowała wpisanie w ustawie do misji publicznej mediów narodowych "kultywowanie wartości chrześcijańskich". Jak mówiła "dla potomków osób pełniących obowiązki Polaka" może być to trudne do przyjęcia, że Polska jest krajem chrześcijańskim i katolickim.

 

Po wypowiedzi Stankiewicz głos zabrała posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska, która wyraziła nadzieję, iż "było to ostatnie takie wystąpienie". "Nie chciałabym w polskim Sejmie słyszeć, że ktoś pełni obowiązki Polaka" - podkreśliła posłanka.

 

"To jest cenzura" - odparła Stankiewicz.

 

Między posłami PiS i opozycji doszło do wymiany zdań o wypowiedź Stankiewicz, a z sali padł okrzyk: "Wolność słowa nie zakłada antysemityzmu".

 

Do wystąpienia Stankiewicz nawiązał także m.in. Seweryn Blumsztajn z Towarzystwa Dziennikarskiego.

 

- Nazywam się Seweryn Blumsztajn, pełnię obowiązki Polaka. Pani Ewie Stankiewicz chciałem powiedzieć, że w ramach pełnienia tych obowiązków wylądowałem na Rakowieckiej dwa lata przed jej urodzeniem, a potem tam wiele razy jeszcze byłem - oświadczył.

 

Przewodniczący KRRiT Jan Dworak powiedział, że "wolność słowa zna granice - tą granicą jest właśnie nienawiść". - Szczególnym przypadkiem jest antysemityzm. Na to z mojej strony osobiście ani Krajowej Rady nigdy nie będzie zgody - zadeklarował.

 

Przeciw takiej ocenie stanowczo zaprotestowała sama Stankiewicz.

 

- To jest wyjątkowo podłe. (...) Bardzo pana proszę, zwracam się do Jana Dworaka, żeby zaprzestać mowy nienawiści i zaprzestać kłamstwa. Stał pan na straży kłamstwa jako przewodniczący KRRiT i cenzury tyle lat, i tyle lat niszczył pan wolność słowa w Polsce. A w tej chwili dopuścił się pan czegoś niezwykle podłego - zarzucając mi coś, na co się bardzo oburzam - mówiła.

 

- Nigdy w swoim życiu nie dałam żadnego powodu do tego, żeby być posądzona o jakąkolwiek dyskryminację z powodu czy to rasy, czy to pochodzenia. Jeśli już, to tylko i wyłącznie z powodu zachowania - podkreśliła Stankiewicz.

 

PAP