- Mężczyzna wisiał za balkonem, trzymała go jakaś kobieta, a około 10-15 osób zaczęło pokazywać palcami, nagrywać - opowiada Grenda. On zamiast nagrywać, zachował zimną krew i zaczął działać.

 

Zanim przytrzymywany przez żonę 67-latek wypadł z balkonu, Grenda przy pomocy pracowników pobliskich restauracji zdążył podstawić dwa kontenery. Kiedy mężczyzna wypadł, uderzył o balkon poniżej, następnie obrócił się w powietrzu i głową wpadł do śmietnika.

 

Mężczyzna przeżył. Po upadku okazało się, że był pod wpływem alkoholu.

 

Polsat News