Taki wniosek zapowiedział już Robert Winnicki. Były poseł klubu Kukiz’15 chce przed Trybunałem Stanu postawić byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji Bartłomieja Sienkiewicza.

 

"Fakty broniły sie same"

 

Mówiąc o wczorajszych wystąpieniach w Sejmie i krytyczne głosy opozycji poseł Piotrowicz stwierdził: - Opozycja nie ma zarzutów co do treści, są zarzuty co do formy. Jeśli któregoś z posłów interesowały szczegóły, to była pora ku temu, żeby zadać pytanie. Okazuje się, że korzystano za bardzo z tej formy. Formułę pytania wykorzystywano po to, żeby wykrzyczeć, że to nieprawda, a fakty broniły się same - powiedział.

 

Na pytanie Beaty Cholewińskiej, czy posłowie otrzymają raport w wersji pisemnej Piotrowicz odpowiedział, ze "forma pisemna raportu jest w protokole" (z posiedzenia Sejmu – red.).

 

"Wnikliwa i szczegółowa kontrola"


- Niektóre sprawy znajdą swój epilog w organach, które są kompetentne do tego, żeby zajmować się tymi sprawami - zapowiedział poseł.
Piotrowicz podkreślił, że "w wielu kwestiach organy ścigania już zostały zawiadomione, w innych będą zawiadomione". - Zwrócono się również o przeprowadzenie wnikliwej i szczegółowej kontroli przez organy kompetentne i postronne - dodał.

 

Zapytany, czy prokurator generalny będzie nadzorował pracę prokuratury w zakresie spraw dotyczących poprzedniej władzy, Piotrowicz odpowiedział, że "sprawy ważne dla państwa i obywateli powinny być sprawami priorytetowymi". - W tych wypadkach prokuratura nie jest ostateczną instancją - dodał.

 

"Sędziowie byli na usługach tamtej władzy"


Piotrowicz podkreślił, że sprawa Amber Gold "jest klasycznym przykładem, że powinna zająć się nią komisja śledcza". - W tej sprawie jak na dłoni widać, że poszczególne instytucje państwa polskiego nie podjęły żadnych działań - zaznaczył.

 

Poseł PiS uważa, że w tej sprawie instytucje państwa nie podjęły żadnych działań. - Instytucje państwa polskiego biernie się przyglądały - podkreślił. Na pytanie, które instytucje dokładnie, powiedział: prokuratury, sądy, Komisja Nadzoru Finansowego. - A co z ministerstwem sprawiedliwości? - zapytała Beata Cholewińska. - Ministerstwo nie ma takich uprawnień - odpowiedział Piotrowicz. Ministrem sprawiedliwości w tamtym czasie był Jarosław Gowin, który obecnie w rządzie PiS pełni funkcję ministra nauki i szkolnictwa wyższego.


Jego zdaniem sprawa Amber Gold pokazuje "jak funkcjonują sądy". - Niektórzy sędziowie byli na usługach tamtej władzy, byli w stanie zrobić wszystko, żeby zatuszować rzeczywistość – powiedział Piotrowicz. - Ten oszust (Marcin P. szef Amber Gold - red.), który wyłudził tyle pieniędzy, był wielokrotnie skazywany za to samo, ale sądy były dla niego pobłażliwe - dodał.


Piotrowicz przypomniał sprawę byłego prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, który myśląc, że rozmawia przez telefon z urzędnikiem z kancelarii premiera w 2012 r. miał wyrazić gotowość ustalenia terminu posiedzenia dogodnego dla - jak myślał - premiera oraz wydelegowania sędziów gdańskich na spotkanie z premierem, by zapoznać go ze sprawami dotyczącymi szefa Amber Gold.


"Trzeba nie mieć sumienia"


Poseł PiS odniósł się także do wynagrodzeń w spółkach Skarbu Państwa. – Niektórzy w ciągu roku zarabiali od 1,5 mln do 6 mln zł. To są niegodziwe wynagrodzenia. Z jednej strony nadmierne bogactwo wąskiej grupy ludzie, a z drugiej poszerzająca się sfera ubóstwa – podkreślił.


- Trzeba nie mieć sumienia, żeby wynagradzać w taki sposób, który nie mieści się w głowie - dodał.

 

Polsat News