Wolontariusze opowiadają, że odnajdywali psy niemal w każdym zakątku zaniedbanej posesji. Najbardziej wstrząsający był widok tych, upchniętych w metalowe klatki - tak małe, że nie mogły się w nich obracać.

 

Inne zwierzęta żyły w małych drewnianych kojcach i zamkniętych skrzyniach na końcu ciemnego, śmierdzącego pomieszczenia. Z braku ruchu miały tak przerośnięte pazury, że chodzenie sprawiało im ból.

 

Ponadto stwierdzono u nich choroby skóry i rany. Były odwodnione oraz wygłodzone - do tego stopnia, że kilkumiesięczne psy wyglądały jak szczenięta.

 

 

Właściciele ogłaszali się na portalach internetowych. Twierdzili, że mają do sprzedania m.in. rasowe owczarki niemieckie, pinczery i jamniki. Według obrońców praw zwierząt, psy to w większości mieszańce, które "nie są nawet w typie rasy".

 

Likwidacja pseudohodowli trwała 14 godzin. Fundacja zaopiekowała się 20 psami, dla których szuka teraz opiekunów.

 

 

 

"Hodowcy" w podobny sposób traktowali również inne zwierzęta: owce, bydło, kozy i króliki. Część z nich również odebrano.

 

Najgorzej wyglądały byki, którym nawet stanie w miejscu sprawiało cierpienie. Były wyniszczone chorobami wirusowymi oraz zmianami skórnymi. Na posesji znajdował się również padły drób i koza.

 

 

Interwencja nie należała do łatwych. Właściciele momentami zachowywali się agresywnie. Ostatnią suczkę policja musiała odebrać im siłą. Mówili, że wolą podpalić ją niż oddać w ręce wolontariuszy.

 

Znęcanie się nad zwierzętami zagrożone jest karą do 2 lat pozbawienia wolności. Policja ustala, czy właściciele psów sprzedawali je niezgodnie z obowiązującymi przepisami.

 

Fundacja szuka chętnych do adoptowania odebranych zwierząt. Potrzebuje również wsparcia finansowego w ich leczeniu. Szczegóły tutaj