Na terytorium Alberty w środę ogłoszono stan wyjątkowy. Rząd prowincji poinformował w piątek, że pożary, które wykryto 1 maja na południowy zachód od miasta Fort McMurray, opanowały już obszar o powierzchni około tysiąca kilometrów kwadratowych. Nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych lub rannych.

 

Przedstawiciel regionalnych władz Chad Morrison ocenił, iż "jest duże ryzyko, że przed upływem soboty ogień może rozprzestrzenić się na obszar dwukrotnie większy niż obecnie". Jego zdaniem pożary przesuną się na zalesione tereny położone na północny wschód od miasta Fort McMurray. Sprzyja temu dość wysoka temperatura 27 stopni Celsjusza, przy bardzo małej wilgotności powietrza i silnym wietrze.

 

Chad Morrison podkreślił, że żadne starania nie są obecnie w stanie ugasić pożarów i konieczny do tego jest deszcz. - Ogień będzie się palił przez bardzo długi czas, jeśli nie spadnie porządny deszcz - powiedział, ale dodał, że "znaczących opadów nie było w tym regionie od dwóch miesięcy".

 

Kanadyjskie służby meteorologiczne podały, że w niedzielę prawdopodobieństwo wystąpienia opadów jest szacowane na 40 proc., a w niedzielę i poniedziałek oczekiwany jest spadek temperatury.

 

Ewakuacja mieszkańców

 

Policja i wojsko kontynuują eskortowanie setek pojazdów, którymi mieszkańcy zagrożonych terenów ewakuowani są na bezpieczne obszary. Trwa też ewakuacja mieszkańców drogą powietrzną. Do soboty włącznie przetransportowanych w ten sposób ma zostać ponad 17 tys. ludzi.


W Fort McMurray ponad 80 proc. domów w mieście zostało zniszczonych lub uszkodzonych. Według informacji przekazanych w środę wieczorem przez służby ratunkowe w centrum Fort McMurray spłonęła szkoła, a kilkadziesiąt budynków zajęło się ogniem. Jest to już drugi duzy pożar w tym rejonie w ciągu niespełna roku.

 

PAP