Do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr II w Opolu, podczas odbywającego się tam pożegnania klas trzecich. Na dziedzińcu szkoły zgromadzonych było około tysiąca osób.

 

"Na miejsce podjechała grupa uczniów samochodem na syrenie. Wśród rozwrzeszczanego tłumu wyciągnęli z bagażnika kozę na smyczy i zaciągnęli przerażona  do dyrektora szkoły, niby jako prezent" - napisali w liście do opolskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami uczestnicy uroczystości. 

 

"Było bardzo głośno, koza strasznie się bała. Trzęsła się cała, nogi jej się kompletnie rozjechały, a oni ją dalej ciągnęli. W końcu koza ze strachu się posiusiała. Część się śmiała, włącznie z dyrekcją szkoły" - poinformowali w piśmie uczniowie.

 

Zdaniem oburzonych uczestników uroczystości grupa uczniów jednej z klas trzecich naraziła zwierzę na ogromny stres. - Nikt nie przerywał tego strasznego  "cyrku", a nam się chciało płakać - dodali. Informację o zdarzeniu przesłali Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami. Poprosili o interwencję, po tym jak - ku ich zdziwieniu - grono pedagogiczne na incydent nie zareagowało.

 

 

TOZ: "Chcemy to nagłośnić"

 

Tomasz Begier z opolskiego oddziału TOZ w rozmowie z portalem polsatnews.pl powiedział, że jest sytuacją zaszokowany.

 

- Cała sprawa jest bulwersująca, bo widzami tego "przedstawienia" są wszystkie dzieci ze szkoły - gimnazjum, a także Liceum Ogólnoksztacącego poinformował Begier. - Patrzenie na stres zwierzęcia nie jest żadną przyjemnością - skomentował.

 

Dodał, że Towarzystwo wystosowało do szkoły pismo, a także poinformowało o sprawie Opolskie Kuratorium Oświaty. - Zamierzamy także powiadomić prokuraturę. Pismo jest tworzone. W przyszłym tygodniu zapewne będzie gotowe. Chcemy to nagłośnić, żeby nic więcej takiego się w żadnej polskiej szkole nie zdarzyło - podkreślił Begier.

 

Dyrekcja: niepotrzebnie robi się aferę

 

Dyrektor opolskiego zespołu szkół Aleksander Iszczuk przyznał, że był całą sprawą "zaskoczony". 

 

- Od tygodnia zrobiło się wokół tego głośno. Nie spodziewałem się, że uczniowie przyprowadzą zwierzę. Mówili, że miał to być prezent dla szkoły. Chcieli, żeby koziołek zapoczątkował tworzenie mini zoo w placówce - wyjaśnił Aleksander Iszczuk portalowi polsatnews.pl

 

Dyrektor przyznał, że uczniowie byli rozbawieni, ale uznał, że zamiast prosić uczniów o zabranie koziołka z terenu szkoły woli sam interweniować.

 

- Kiedy zobaczyłem, że zwierzę jest zlęknione, poprosiłem uczennicę, by je zabrała na trawnik z drugiej strony szkoły, żeby mogło się tam uspokoić - powiedział dyrektor.

 

Koziołek trafił na wieś

 

Dodał, że zaraz po zakończeniu uroczystości zaczął szukać miejsca, gdzie koziołek mógłby na stałe przebywać. 

 

- Zawiozłem go na wieś. Cieszę się, że tak postąpiłem - przyznał dyrektor. Zaznaczył też, że z grupą uczniów odpowiedzialnych za incydent przeprowadził rozmowę, podczas której usłyszeli naganę. - Zostali napomnieni. Myślę, że oni już zrozumieli niestosowność tego zdarzenia. Ze swojej strony, instytucjonalnej, zrobiłem wszystko, co można było zrobić. Niepotrzebnie robi się aferę - podkreślił dyrektor.

 

Sprawa poruszyła także wiele osób na Facebooku. Na stronie liceum na tym portalu społecznościowym, pod wpisem, w którym zamieszczono zdjęcia kozy rozgorzała dyskusja. Ostatecznie fotografie z kozą zostały usunięte.

 

Źródło: facebook.com/TOZ-Opole

 

 

 

polsatnews.pl