- Nie potrzebujemy deklaracji. Potrzebujemy zakończenia bombardowań i walk. To katastrofa. Lekarze i pielęgniarki giną, podczas gdy ludność się wykrwawia - powiedział Egeland w Genewie. Dodał, że setki pracowników humanitarnych nie mogą przedostać się do Aleppo z powodu braku zielonego światła ze strony rządu w Damaszku.

 

- Mamy nadzieję, że sytuacja szybko się zmieni, bo jeśli nie, to Aleppo może zamienić się w strefę oblężoną - podkreślił szef oenzetowskiej grupy roboczej ds. pomocy humanitarnej.

 

W kwietniu ONZ zwróciła się do rządu w Damaszku z prośbą o zapewnienie dostępu agend pomocowych do 35 syryjskich miejscowości zamieszkanych w sumie przez 905 tys. osób.

 

Problemy nie tylko w Aleppo

 

- Dostaliśmy odpowiedź i wieści nie są dobre - powiedział Egeland, dodając, że reżim nie zgodził się na dostarczanie pomocy żywnościowej w przypadku połowy miejscowości z listy, w tym do wschodniej części Aleppo, miasta podzielonego między siły rządowe i opozycji. Trwają w nim krwawe walki, w których giną cywile.

 

- Ucieczka z Aleppo jest teraz tak trudna, jak nigdy dotąd - ocenił Egeland.

 

Jednak ONZ podaje, że w kwietniu udało się dostarczyć pomoc dla 40 proc. mieszkańców oblężonych miast i terenów w Syrii, wobec zaledwie 5 proc. w roku 2015.

 

PAP