Jeden ze scenariuszy, który opracowali pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, zakłada uśpienie obu zwierząt i przeniesienie ich w odludne miejsce Tatr. - Obserwujemy, co się dzieje. Nie mamy pewności, czy w pobliżu nie ma matki. W zależności od rozwoju sytuacji, będziemy podejmować decyzje - powiedział Szymon Ziobrowski, dyrektor TPN.

 

Oba niedźwiedzie widywane są przy kolejce linowej na Kasprowy Wierch. - Jest to sytuacja nietypowa. Dzikie zwierzęta nie powinny zachowywać się w ten sposób. Najprawdopodobniej były dokarmiane w ostatnim czasie, co jest zachowaniem wysoce niepożądanym, wręcz karygodnym - podkreślił Ziobrowski w rozmowie z Polsat News.

 

Choć niedźwiadki budzą zachwyt u turystów, to niektórzy z nich zalecają zachować ostrożność. - Z tego co wiem nie jest duży, ale wydaje mi się, że trzeba zachować ostrożność. Skoro on tak blisko podchodzi do skupisk ludzkich i nie boi się, to znaczy, że coś jest nie tak - powiedziała turystka wracająca z Kasprowego Wierchu. Jak dodała, część turystów zachowuje się nieodpowiedzialnie. - Sporo ludzi na górze pije. Widziałam, jak jakiś pijany wychodził i próbował niedźwiadka naganiać - relacjonowała.

 

- Trzeba być spokojnym, nie zaczynać panikować (…). Odwrócić się i nie patrząc na niego spokojnie zacząć się oddalać i zostawić go w spokoju - powiedziała narciarka.

 


Polsat News