Chodziło o przetarg na zamówienie publiczne wygrane przez męża posłanki partii GERB, głównej siły w rządzącej Bułgarią koalicji.

 

Śledztwo dziennikarskie ujawniło, że mąż Kocewej - biznesmen z branży budowlanej - wygrał przetarg na zamówienie publiczne, ogłoszone przez stołeczne przedsiębiorstwo transportu publicznego. Firma Kocewa wybudowała 60 przystanków autobusowych; kontrakt opiewał na ok. 150 tys. euro.

 

Według niezależnych ekspertów, cytowanych przez dziennikarzy, cena była co najmniej dwukrotnie zawyżona, a wykonane prace nie spełniały warunków przetargu.

 

Premier zażądał dymisji

 

Centroprawicowy premier Bojko Borysow zażądał dymisji wicemera Sofii Christowa i złożenia mandatu przez Kocewą godzinę po wyemitowaniu w telewizji w piątek krytycznego materiału.

 

Posłanka próbowała bronić się, twierdziła, że nie wiedziała jakie przetargi wygrała firma jej męża, lecz w obliczu kategorycznego stanowiska premiera i szefa partii zmuszona była odejść. Rezygnacja z mandatu poselskiego oznacza w praktyce odejście od polityki, przynajmniej na czas trwania kadencji obecnego parlamentu. W Bułgarii posłowie nie pełniążadnych innych funkcji oprócz parlamentarnych, nie mają również prawa zajmować się działalnością gospodarczą. Mogą do niej wrócić po złożeniu dymisji lub po upływie kadencji.

 

Przed wejściem do parlamentu w 2014 roku Kocewa była nauczycielką i lokalną działaczką GERB w oddalonym o ok. 60 km od Sofii mieście Samokow.

 

Dymisję Christowa przyjęła mer Sofii Jordanka Fandykowa, podkreślając, że będzie domagać się ustąpienia całego kierownictwa stołecznego przedsiębiorstwa transportowego. W międzyczasie wyszło na jaw, że Christow był spokrewniony z rodziną posłanki.

 

Do jego dymisji doszło na tle niedawnej decyzji władz Sofii podniesienia od 1 czerwca o 60 proc. ceny biletów na transport publiczny, co spotkało się z ostrą negatywną reakcją mieszkańców.

 

"Nie będzie litości dla przyłapanych na korupcji"

 

Na konferencji partyjnej przed tygodniem premier i lider GERB Bojko Borysow przestrzegł obecnych na sali posłów, ministrów i działaczy, by "bardzo uważali". - Nie będzie litości dla przyłapanych na korupcji - podkreślił.

 

W ostatnich tygodniach w Bułgarii, postrzeganej jako najbardziej skorumpowany kraj unijny, doszło do serii głośnych skandali, w wyniku których zdymisjonowano m.in. kierownictwo inspekcji transportu samochodowego, szefa lotnictwa cywilnego, państwowego funduszu rolniczego, odpowiadającego za realizację unijnych subsydiów. Trwa też dochodzenie w państwowym funduszu zdrowotnym dzieci.

 

W styczniowym raporcie organizacji Transparency Int., oceniającym korupcję na świecie, Bułgaria znajduje się na 69 miejscu wśród 168 krajów. Ma najgorszą pod tym względem reputację w UE, plasuje się obok Serbii i jest na gorszej pozycji niż wszyscy jej bałkańscy sąsiedzi.

 

PAP