Już w 1977 roku ówczesna milicja prowadziła śledztwo w sprawie mężczyzny, który w tamtym czasie podawał się za doktora i dokładnie w ten sam sposób postępował ze studentkami.

 

- Na poznańskich uczelniach pojawił się wówczas "doktor", który dokonywał bardzo szczegółowych badań na studentkach związanych z ich reakcjami na poszczególne bodźce. Polegało to między innymi na tym, że na poszczególne części ciała naklejał karteczki, kazał im spacerować, a kiedy karteczka spadła, robił notatki - relacjonował Polsat News Maciej Szuba, były szef poznańskiej policji, obecnie detektyw.

 

Mężczyznę zatrzymano i postawiono przed sądem. Został skazany i odbył wyrok.

 

Dokumenty zaginęły, wyrok zatarty

 

Jednak dokumenty, znajdujące się w archiwach milicji, zaginęły i nie zostały przekazane policji, a wyrok uległ zatarciu. Mężczyzna ów nie figurował więc obecnie w rejestrze osób skazanych.


W październiku ubiegłego roku zgłoszono przypadek molestowania na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Policja szukała mężczyzny na podstawie nagrań z monitoringu. Na zdjęciach rozpoznał "dokora" sprzed lat jeden z pracowników uczelni.

 

Okazało się, że "działał" również na innych poznańskich uczelniach. Ubrany w biały kitel, przedstawiał jako profesor, który prowadzi badania antroplogiczne i namawiał studentki do udziału w nich. Prosił o wypełnienie ankiety, potem zachęcał do rozebrania się, a w końcu również do innych zachowań o charakterze seksualnym. "Badanie" polegało na przyklejaniu do ciała wilgotnych karteczek.

 

Policja znalazla u fałszywego naukowca ok. 300 ankiet i na tej podstawie nie wyklucza, ze tyle kobiet mogło zostać poszkodowanych.  


Te, ktore już zgłosiły się na policję, mówią, że były molestowane.

 

Mężczyźnie, aresztowanemu w październiku postawiono zarzut molestowania seksualnego, za co grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

 

Polsat News