- W Australii do pokonania są duże odległości i nie wszędzie można się dostać samochodem. Jeśli pacjent ma z lekarzem wideokonferencję i on każe mu pobrać próbkę krwi do badań, ponieważ podejrzewa jakąś chorobę, ten samolot musi dotrzeć na miejsce w ciągu pół godziny - mówi polsatnews.pl Kacper Budnik o założeniach konkursu. Członek Akademickiego Klubu Lotniczego Politechniki Wrocławskiej jest jedną z ok. 30 osób zaangażowanych w projekt. Wszyscy są studentami PWr. Ponadto grupa ma opiekę trzech pracowników naukowych uczelni.


- Dron musi wylądować i wyłączyć silniki, aby można było bezpiecznie włożyć do niego próbkę krwi, i wrócić – opisuje zadanie konkursowe Budnik. - Całość musi zająć maksymalnie godzinę. Samolot w tym czasie musi być zdolny do pokonania ok. 40-60 kilometrów - dodaje. Dron musi również namierzyć cel, ponieważ od autorów konkursu jego uczestnicy otrzymują jedynie dane GPS pacjenta, a te są zawodne. - Dlatego dodatkowo ma głowicę optoelektroniczną – twierdzi.

 

Tylko jedna próba


Budowa jest już na zaawansowanym etapie. - Mamy samolot latający wykonujący misje. Udoskonalamy program sterujący samolotem - mówi Budnik. Staranne przygotowania są istotne, ponieważ Australijczycy nie przewidzieli najmniejszego marginesu błędu. Każda maszyna ma tylko jedną próbę. - Więc albo wszystko działa, albo nic - przyznaje Budnik.


W konkursie przewidziana jest nagroda pieniężna. Organizatorzy od wielu lat nie obiecują żadnego kontraktu na dostawę maszyn, ale Budnik przyznaje, że australijskie władze z powodu dużych odległości w kraju interesują bardzo poważnie się nowoczesnymi rozwiązaniami dla medycyny. - To jest przyszłość w Australii. To nie jest konkurs robiony przez rząd australijski i sponsorów na darmo – wyjaśnia student PWr.


Nie tylko do krwi


Choć sam konkurs dotyczy transportu próbek krwi, maszyna wrocławskich studentów jest znacznie bardziej uniwersalna - taki założyli sobie cel.


Dron pozwala nie tylko na szybki transport krwi, ale i organów wewnętrznych. - Myślę nad wykorzystaniem do innych celów cywilnych. Monitorowanie stanu lasów, natężenia ruchu, zaawansowania rozwoju roślin na polach - wymienia Budnik. - Nasze samoloty mogą również zrzucać różne rzeczy, np. "bomby bakteryjne" do ochrony roślin. Mogą monitorować linie wysokiego napięcia, robić ortofotomapy. Jest cała gama możliwości - wylicza.

 

polsatnews.pl