- Przesłuchanie było konkretne, zadane pytania i lustracja dokumentów. Prawnicy teraz robią resztę. Dla mnie tutaj już niedużo jest do działania - tak Wałęsa opisał środowe przesłuchanie w IPN.

 

Według Wałęsy, połowa papierów jest tak źle podrobiona, że "od razu nadaje się do wyrzucenia". - Z tej połowy, która została po wyrzuceniu, po założeniu okularów można wyrzucić kolejną połowę. Czyli zostaje jedna czwarta. Tutaj jest trochę problem, bo dość dobrze jest to zrobione. Trzeba specjalistów, by to dobrze ustalili - wyjasnił były prezydent.

 

- Ja tylko do jednego dokumentu się przyznałem, resztę odrzucam. Dokument, który mówi o tym, że 24 grudnia w 1970 roku napisałem, że jestem wezwany do spotkania z człowiekiem, który mnie aresztował i przesłuchiwał - kontynuował Wałęsa.

 

Wałęsa do autorów teczek: nie mam pretensji

 

Kilka godzin wcześniej Wałęsa napisał na Facebooku, że te dokumenty powstawały "w dobrej wierze, z patriotycznych pobudek i w słusznej obawie, że ZSRR nie pozwoli Polsce (na wolność - przyp. red.) a działania Wałęsy doprowadzą do tragedii".

 

"Ja to uznaje (pisownia oryginalna - przyp. red.), nie wnoszę żadnych pretensji, dziś ani w przyszłości. Walka skończona możemy i powinniśmy iść razem bez pretensji. Wielu z tych ludzi już idzie razem. Czekam na wszystkich żyjących świadków bo już nie wielu zostało" - napisał.

 

W Polsat News były prezydent wyjaśnił sens tych słów. - Oni (funkcjonariusze służb - przyp. red.) wierzyli głęboko, że Rosja nie pozwoli, że działanie Wałęsy, fajnego faceta w gruncie rzeczy, może spowodować, że dwie trzecie Polaków zostanie wystrzelanych. Rosja nie puści Polski. Oni w to wierzyli i nie mam do nich o to pretensji. To jest wiara, a w pewnym czasie mieli oni rację. Dopiero później, gdy pojawił sie nasz papież, a w Związku Radzieckim Gorbaczow, to spowodowało destabilizację i ja na to zagrałem. Ale oni byli szkoleni wcześniej i z pobudek patriotycznych wybierali mniejsze zło. Ja to uznaję, bo to było logiczne - wyjaśnił.

 

Różne metody walki

 

Były prezydent dodał, że używanie "różnych metod" było elementem walki w tamtych czasach pomiędzy aparatem państwowym a opozycją. Dopiero teraz "te papiery dostały się w niepowołane ręce".

 

Wałęsa skrytykował także decyzję IPN o udostępnieniu akt.

 

- Ci, co podjęli tę decyzje, to barbarzyńcy. Mieli dowody nieczystej gry, mieli dowody, że ja się tyle lat bronię. I oni bez pytania, bez sprawdzenia, publicznie opublikowali śmieci. Bo to są śmieci - mówił.

 

Laureat Pokojowej Nagrody Nobla dodał, że nie spodziewa się, iż dożyje momentu, w którym zostanie stwierdzona jego niewinność. - Ja się boję, że to potrwa (sprawdzanie teczek - przyp. red.) ze 20 lat i ja tego nie doczekam - stwierdził.

 

 

 

Wałęsa w IPN

 

Po środowej wizycie w IPN Wałęsa nie rozmawiał z mediami ani rano, ani przy wyjściu z budynku. Prokurator IPN przekazał jednak, że Wałęsa uznał wszystkie dokumenty za sfałszowane.

 

- W dniu dzisiejszym prokurator IPN przesłuchał w charakterze świadka Lecha Wałęsę. Czynności wykonano w ramach śledztwa prowadzonego w sprawie ewentualnego poświadczenia nieprawdy przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w dokumentach dotyczących TW o pseudonimie "Bolek". Czynności trwały około trzech godzin - powiedział przed IPN prok. Janusz Romańczuk, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku.

 

polsatnews.pl, Polsat News, wideo: Polsat News, foto: PAP/Marcin Obara