Zabierane konie to klacze źrebne - jedna z nich będzie się źrebić w maju, a druga w czerwcu.

 

Klacze z Janowa Podlaskiego przetransportuje do Wielkiej Brytanii koniowóz dostarczony przez jedną z najlepszych europejskich firm transportowych. Pojazd, który przyjechał do stadniny rano w czwartek, jest specjalnie napowietrzany i jest przystosowany do przewozu nawet sześciu koni. Ponadto w części dla zwierząt zainstalowane są czujniki temperatury, która jest odpowiednio regulowana.

 

Obsługa pojazdu to dwóch kierowców i dwóch pracowników doglądających konie.

 

Na zabranie swojego ogiera zdecydował się również Jarosław Lawina, hodowca koni z Czech.

 

W czwartek rano pojawiły się również niepotwierdzone informacje, że jedna z klaczy ma chorobę kopyt. W rozmowie z Polsat News były prezes stadniny Marek Trela stwierdził jednak, że gdyby istniało jakiekolwiek podejrzenie choroby, do transportu by nie doszło.

 

Żona rockmana zabiera klacze

 

Po tym, jak w krótkim czasie w Janowie Podlaskim padły dwie klacze należące do Shirley Watts, poinformowała ona Polsat News, że zabierze ze stadniny pozostałe konie.

 

"Mogę potwierdzić, że moja ukochana klacz Amra padła w Polsce" - napisała Shirley Watts. "Jestem tym zrozpaczona, niedawno także straciłam moją klacz Prerię w Janowie. Moje dwie pozostałe klacze w Janowie muszą się oźrebić i jak tylko to się stanie, to zabierzemy je natychmiast z powrotem na naszą farmę do Anglii" - napisała w e-mailu do Polsat News Brytyjka. Jej konie przebywały w Polsce ze względu na zaufanie właścicielki do dyrekcji stadniny w Janowie.

 

Padła klacz Amra miała znajdować się w polskiej stadninie pod najlepszą opieką. "Była wypożyczona do Janowa Podlaskiego z myślą o tym, że będzie pod opieką i zarządem dyrektora Marka Treli, człowieka, którego podziwiam, któremu ufam, i z którym stadnina Halson Arabians miała podobne ustalenia przez wiele lat. Wyrażamy wyrazy ubolewania i smutku z powodu usunięcia go z jego funkcji" - napisała właścicielka padłych koni.

 

Stadnina zawiadomiła prokuraturę o zgonie cennej klaczy, a minister rolnictwa poprosił Prokuratora Generalnego o osobisty nadzór nad śledztwem dotyczącym nieprawidłowości w Janowie Podlaskim.

 

Antybiotyki w paszy

 

W paszy podawanej koniom w Janowie Podlaskim znaleziono antybiotyki używane w przemysłowej hodowli drobiu - informowała we wtorek "Rzeczpospolita". Sa one dla koni śmiertelne.

 

W próbkach paszy zabezpieczonych w Janowie Podlaskim rzeczywiście stwierdzono substancje farmakologiczne, koksydiostatyki, ale w dopuszczalnej ilości - podała jednak w środę Prokuratura Okręgowa w Lublinie, prowadząca śledztwo w sprawie nieprawidłowości w tej stadninie.

 

Takie wnioski wynikają z przesłuchania biegłego z Instytutu Weterynarii w Puławach, który dokonał interpretacji badań paszy zabezpieczonej w Janowie Podlaskim przez Agencję Nieruchomości Rolnych po padnięciu klaczy Preria.

 

- Treść ustnej opinii pozwala na stwierdzenie, że w istocie w przebadanych próbkach występowały substancje czynne farmakologicznie, koksydiostatyki. Są to substancje przeznaczone do zwalczania pasożytów docelowo dla drobiu i bydła - powiedziała Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

 

Szef resortu rolnictwa podejrzewa sabotaż

 

Minister rolnictwa i rozwoju wsi Krzysztof Jurgiel w swoim oświadczeniu poinformował w sobotę wieczorem, że "szczegółowe okoliczności zdarzeń i - jak wszystko wskazuje - taka sama, w każdym przypadku, przyczyna zgonu, rodzą uzasadnione podejrzenie, że padnięcie klaczy, powodujące olbrzymie straty dla Skarbu Państwa i uderzające w prestiż cieszącej się wielką renomą stadniny, to efekt celowego działania osób trzecich".

 

"Na wniosek prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych i Dyrekcji stadniny w Janowie Podlaskim skierowałem do Prokuratora Generalnego prośbę o objęcie tej bulwersującej sprawy osobistym nadzorem. Zależy mi na drobiazgowym i rzetelnym przeprowadzeniu śledztwa oraz wykryciu sprawców bądź sprawcy zgonów klaczy" - napisał minister Jurgiel.

 

Prokurator Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie powiedziała, że sprawa padłej klaczy Amry została dołączona do śledztwa prowadzonego przez tę prokuraturę, dotyczącego przestępstwa niegospodarności, jakiego miały się dopuścić poprzednie władze stadniny. Padnięcie drugiej klaczy - Prerii - również zostało włączone do śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie.

 

Pianissima - powód zwolnień dyrektorów

 

W październiku 2015 r. w podobnych okolicznościach, z powodu skrętu jelit, padła inna znana klacz janowskiej stadniny - Pianissima. Była to najbardziej utytułowana klacz arabska w historii, która m.in. zdobyła tytuł Czempionki Świata.

 

Śmierć Pianissimy, której wartość Agencja Nieruchomości Rolnych wyceniła na 3 mln euro, była jednym z powodów odwołania ze stanowiska długoletniego szefa stadniny Marka Treli. Dopuszczenie do śmierci klaczy było - w ocenie ANR - przejawem braku nadzoru weterynaryjnego.

 

Prezesi stadnin koni arabskich - Marek Trela z Janowa Podlaskiego i Jerzy Białobok z Michałowa oraz inspektor ds. hodowli koni Anna Stojanowska - zostali zdymisjonowali przez prezesa ANR 19 lutego. Decyzja ta spotkała się z oburzeniem środowiska w kraju i za granicą, wiele krytycznych głosów padło również ze strony polityków opozycji i mediów.

 

Polsat News