"Nie można tolerować tego rodzaju wybryków. Bezczynność organów państwowych mogłaby stanowić zachętę dla osób o poglądach skrajnych, które nie potrafią uszanować uczuć religijnych wiernych, gotowe są zakłócać nabożeństwo, przerywać modlitwę i prowokować do awantur w obiektach sakralnych" - przekazał Pięta w opublikowanym przez portal niezalezna.pl oświadczeniu.

 

Według niego zachowanie kobiet podlega pod 195. artykuł Kodeksu Karnego. Stanowi on, że osoba, która przeszkadza w publicznym wykonywaniu aktu religijnego, podlega grzywnie i karze ograniczenia lub pozbawienia wolności do 2 lat.

 

Sprawa została skierowana do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście. W zawiadomieniu czytamy, że "niezidentyfikowana grupa osób, poprzez głośne wykrzykiwanie, a następnie prowokacyjne opuszczenie kościoła, utrudniała i zakłócała prawidłowe prowadzenie obrzędu mszy świętej".

 

"Tego nie da się słuchać"

 

W niedzielę podczas odczytywania listu Episkopatu o kościelnym stanowisku ws. aborcji grupa kobiet opuściła kościół św. Anny. Wychodzące ze świątyni krzyczały m.in. "skandal" i "tego nie da się słuchać". Akcja była zaplanowana. Treść listu Episkopatu była znana od kilku dni, a w kościele kobietom towarzyszyły kamery.

 

Dyskusja na temat aborcji rozgrzała ponownie po tym, jak do Sejmu trafił projekt organizacji pro life zakładający całkowity zakaz przerywania ciąży - nawet w przypadku wad wrodzonych płodu i zagrożenia życia matki.

 

polsatnews.pl, niezalezna.pl