- Jeśli moja obecność w rządzie jest problemem dla socjalistów, to jestem gotów ustąpić i nie należeć do rządu - oświadczył Iglesias w środę.

 

Nawiązywał do "postępowej koalicji", którą tworzyłaby Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE), Podemos oraz Zjednoczona Lewica. PSOE w grudniowych wyborach parlamentarnych uplasowała się na drugim miejscu, a Podemos na trzecim.

 

Choć Iglesias zrezygnował ze stanowiska wicepremiera, to jego zdaniem logiczne byłoby, aby ten urząd zajmował inny przedstawiciel Podemos.

 

Bezowocne negocjacje i nieustanne kalkulacje polityków

 

Podemos w wyborach otrzymała 69 mandatów, a PSOE 90. Wraz z dwoma deputowanymi Zjednoczonej Lewicy ewentualna lewicowa koalicja miałaby 161 mandatów, co wystarczyłyby do utworzenia rządu, o ile w głosowaniu nad wotum zaufania liberalna i centroprawicowa partia Ciudadanos poparłaby tę opcję lub wstrzymałaby się od głosu.

 

Hiszpańskim partiom wciąż nie udało się utworzyć rządu, choć od wyborów minęły cztery miesiące. Prowadzone w tym czasie negocjacje okazały się bezowocne. Na początku marca Sanchez dwa razy nie uzyskał wotum zaufania w Kongresie Deputowanych, m.in. z powodu sprzeciwu Podemos. Jeśli do 2 maja nie uda się wyjść z tego impasu, Hiszpanie pójdą do urn pod koniec czerwca.

 

Spór o niepodległość Katalonii

 

Aby powstał lewicowy rząd, PSOE musiałaby zerwać swój pakt z Ciudadanos. Kością niezgody między Podemos a Ciudadanos jest kwestia Katalonii - Podemos opowiada się za przeprowadzeniem referendum w sprawie niepodległości tego zamożnego regionu, podczas gdy Ciudadanos odrzuca taką możliwość.

 

Iglesias w środę wyraził gotowość spotkania z szefem tej partii Albertem Riverą, ale wykluczył rząd PSOE-Podemos-Ciudadanos.

 

Na pierwszym miejscu sondaże wciąż plasują PP

 

W grudniowych wyborach parlamentarnych zwyciężyli konserwatyści z Partii Ludowej (PP), którzy zdobyli 123 mandaty. Stracili jednak większość absolutną w Kongresie Deputowanych, która wynosi 176 mandatów. Ciudadanos, która na krajowej scenie politycznej pojawiła się pod koniec 2014 r., otrzymała 40 mandatów i po raz pierwszy weszła do parlamentu.

 

Z opublikowanego niedawno sondażu dla dziennika "El Pais" wynika, że jeśli w Hiszpanii odbyłyby się kolejne wybory parlamentarne, to obywatele zagłosowaliby podobnie jak 20 grudnia. Żadna z partii nie miałaby wyraźnego mandatu do rządzenia, a kryzys polityczny by trwał.

 

PAP