Marcel Korkuś to m.in. specjalista z zakresu ratownictwa morskiego, certyfikowany płetwonurek, instruktor nurkowania, oficer-nawigator z doświadczeniem na największych specjalistycznych statkach świata, oraz ratownik WOPR odznaczony za poszukiwanie i wydobywanie topielców.

 

- Jechaliśmy w nieznane, bo jedyna informacja jaką dysponowaliśmy, to zdjęcie satelitarne. Na podstawie zdjęcia wiedzieliśmy, że ten zbiornik istnieje, jednak nigdy wcześniej nikt tam nie dotarł, więc było to ogromne wyzwanie logistyczne – powiedział Korkuś.

 

Gość "Nowego dnia z Polsat News" przyznał, że ponieważ było to nurkowanie eksperymentalne, nie był pewien jak jego organizm się zachowa. - Było dużo niewiadomych, szczególnie, że w tym regionie nie mogliśmy liczyć na jakąkolwiek pomoc – powiedział.

 

"Największym problemem był moment wyjścia z wody"

 

- Ponieważ byliśmy zdani na samych siebie, podczas wyprawy miałem ze sobą worek Gamowa, czyli przenośną komorę hiperbaryczną, która w razie sytuacji krytycznej pozwoliłaby mi przetrwać i zminimalizować objawy choroby wysokogórskiej – stwierdził.

 

Korkuś podkreślił, że "przy nurkowaniu na takich wysokościach największym problemem jest samo wyjście z wody, czyli przejście do niskiego ciśnienia". - Przed nurkowaniem musiałem spędzić minimum 12 godzin na tej wysokości by się zaaklimatyzować – poinformował.

 

Nowy rekordzista świata zapowiedział, że planuje już kolejną – znacznie bardziej ekstremalną od tej – wyprawę, jednak na razie nie chciał zdradzać jej szczegółów.

 

Polsat News