O sprawie weterynarza stało się głośno pod koniec 2015 r., gdy sąd ukarał go zaocznie grzywną 700 zł za popełnienie wykroczenia. Za takie przewinienie uznano "niezgłoszenie faktu prowadzenia schroniska dla zwierząt oraz brak zgłoszenia pojazdu do transportu zwierząt".


- Problem w tym, że ja nie prowadzę schroniska ani też nie zajmuję się transportem zwierząt. Po prostu reaguję na zgłoszenia o rannych zwierzętach w terenie i zdarza się, że swoim autem przywożę je do swojej lecznicy. Prawo na to zezwala - powiedział Różycki.


Wniosek do sądu skierowała policja, która działała w efekcie doniesienia złożonego przez powiatowego lekarza weterynarii. Na 11 kwietnia br. wyznaczono rozprawę odwoławczą, ponieważ Różycki nie zgadza się z oceną, że popełnił wykroczenie, za które sąd ukarał go w tzw. trybie nakazowym, bez poinformowania o rozpatrywaniu sprawy.


Działania "niegodne lekarza"


Weterynarz podkreślił, że od piętnastu lat prowadzi swoją lecznicę i ma podpisane umowy z kilkoma gminami na opiekę ambulatoryjną nad zwierzętami z tego terenu.


- Taka pomoc dotyczy też zwierząt bezdomnych, gdy np. zwierzę jest ranne lub staje się zagrożeniem dla mieszkańców. Reaguję, jadę, bo uważam, że to mój obowiązek jak każdego lekarza. Mamy opracowany system pomocy od A do Z, dlatego poprzez internet szukamy dla takiego zwierzęcia miejsca do adopcji - wyjaśnił Różycki.


Jak ocenił, teraz ma być "ukarany za udostępnianie postów w internecie na temat zwierząt, które można adoptować".


- Nie ukrywam, że część moich kolegów po fachu uważa moje działanie za "niegodne lekarza w białym kitlu". W ich ocenie wzięcie rannego zwierzęcia z ulicy, by mu pomóc, to działanie w stylu hycla. Ja się z tym nie zgadzam, bo uważam, że lekarz powinien pomagać w każdej sytuacji - powiedział Różycki.


"Schronisko powinno być ostatecznością"


Dzięki ogłoszeniom zamieszczanym w internecie i prasie weterynarz doprowadził do ponad 140 adopcji zwierząt, co uważa za sukces i podkreśla, że adopcjami zajmuje się jako wolontariusz fundacji Help Animals.


Jak zaznaczył, by zmienić tę sytuację, trzeba ustawowo zmienić system opieki nad zwierzętami w Polsce, dlatego przyjął zaproszenie parlamentarnego zespołu przyjaciół zwierząt, który działa w Sejmie.


- Obecnie obowiązująca ustawa o ochronie zwierząt została tak napisana, by zmonopolizować rynek schronisk w Polsce, dzięki czemu stały się one świetnym, dochodowym interesem. Tymczasem schronisko powinno być ostatecznością - ocenił Różycki.


W obronie weterynarza pod internetową petycją do wojewody dolnośląskiego podpisało się ponad 42,5 tys. osób. W sprawie lekarza interweniował też Rzecznik Praw Obywatelskich, który zaskarżył do NSA decyzję powiatowego lekarza weterynarii, zakazującą Różyckiemu przyjmowania bezdomnych zwierząt w swej lecznicy.

 

PAP