Kilkaset osób, którym doskwiera przede wszystkim samotność, spotkało się w Chorzowie na śniadaniu wielkanocnym organizowanym przez jednego z restauratorów. Podobna liczba osób uczestniczyła w południowym posiłku Górnośląskiego Towarzystwa Charytatywnego (GTCh).

 

"Jestem potrzebujący bycia jakoś bardziej wśród ludzi"


W Chorzowie uczestnicy porannego śniadania wypełnili ponad połowę płyty hali tamtejszego Miejskiego Ośrodka Rekreacji i Sportu.


- Przyszedłem tutaj, ale nie jestem jakoś bardzo biedny czy bardzo samotny. Mam z czego żyć, choć bardzo skromnie, mam się do kogo odezwać na co dzień. Najbardziej z tego to chyba jestem potrzebujący. Nie bardzo wiem, czego - chyba bycia jakoś bardziej wśród ludzi, gdzie się coś dzieje - mówił pan Piotr, katowiczanin.


Organizatorzy tego przedsięwzięcia wskazują, że obok bezdomnych czy ubogich, chcą trafiać do wszystkich, którzy w tych rodzinnych okresach zostają sami. Na śniadanie w chorzowskiej hali przyszło kilkaset osób. Modlitwę przed posiłkiem poprowadzili duchowni - katolicki i protestancki. Posiłek poprzedziła teatralna inscenizacja osądzenia i skazania Jezusa Chrystusa.


W przygotowaniu wielkanocnego posiłku w Parku Śląskim pomogło kilkadziesiąt firm i organizacji, a także liczni wolontariusze. Na rozstawionych w hali stołach z ponad tysiącem miejsc znalazły się m.in. żur, jajka, wędliny, kiełbasy i dania wegetariańskie. Śniadaniu towarzyszyły występy amatorskich artystów.

 

"Borykają się nie tylko z wykluczeniem społecznym, ale także rodzinnym"


Tradycyjne śniadania w niedzielę wielkanocną przygotowały także Caritas Archidiecezji Poznańskiej i Fundacja Pomocy Wzajemnej Barka.


- Święta Wielkiej Nocy, podobnie jak Boże Narodzenie, to szczególny, bardzo ważny czas kiedy każdemu człowiekowi potrzebna jest bliskość drugiego człowieka. W dzisiejszym świecie jest wiele samotnych osób, czy takich, które z powodu bezdomności borykają się nie tylko z wykluczeniem społecznym, ale także rodzinnym. Takie osoby nie mają się nawet do kogo odezwać, z kim usiąść i zjeść świąteczne śniadanie - podkreślił zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Poznańskiej ks. Mateusz Napierała.


Na stołach wielkanocnych pojawiły się jajka, wędliny, żur i ciasta dla ponad 250 samotnych i ubogich.


Świąteczny posiłek w jadłodajni u sióstr elżbietanek został poprzedzony mszą św. w kaplicy przy ulicy Łąkowej. Do wspólnego stołu z potrzebującymi zasiadł metropolita poznański abp Stanisław Gądecki oraz prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

 

"Wielu ludzi jest po prostu w życiu poranionych"


Stół na kilkaset osób przygotowała też poznańska Fundacja Pomocy Wzajemnej Barka. - Do wspólnego posiłku będziemy mogli zaprosić w tym roku co najmniej 400 osób - powiedziała Elżbieta Malik z fundacji Barka.


- Wielu ludzi jest po prostu w życiu poranionych, na co dzień nie doświadczają ani ludzkiej uwagi, ani życzliwości. Ci, którzy przychodzą tutaj na wspólny posiłek czują się w pewien sposób wyjątkowo. Założyciele Barki umieją tworzyć rodzinną, podniosłą atmosferę, której wcale przecież nie tworzy się tym co jest na stole. Ludzie w Barce czują się członkami wspólnoty, choćby przez tych kilka godzin - dodała.


Współorganizatorem największego stołu wielkanocnego dla ubogich, z kilku, które pojawiły się w Białymstoku, była Caritas. Spotkało się przy nim ok. pół tysiąca osób.

 

Setki kilogramów jedzenia w Białymstoku


Uroczysty posiłek, poprzedzony mszą rezurekcyjną w białostockiej katedrze, przygotowano w pobliskim Zespole Szkół Katolickich przede wszystkim z myślą o osobach samotnych, które nie mają z kim spędzić świąt wielkanocnych oraz rodzinach wielodzietnych, ale przyjść mógł każdy.


Jego organizatorzy - Caritas Archidiecezji Białostockiej, Fundacja im. Rodziny Czarneckich, która odpowiadała za kulinarną obsługę oraz Zespół Szkół Katolickich - gotowi byli na przyjęcie nawet tysiąca osób.


Przygotowano kilkaset kilogramów jedzenia, m.in. 250 litrów żurku, 100 kg pasty z jajek, 150 kg jarzynowej sałatki, 80 kg wędlin i 60 kg białej kiełbasy. Do tego ciasta, pieczywo, napoje.


Na zakończenie dzieci dostały słodycze, a dorośli mogli zabrać ze sobą jedzenie na wynos. Były to też osoby, które przyszły nieco później (w ocenie organizatorów, niewykluczone, iż zapomniały o zmianie czasu z soboty na niedzielę) i one również zabierały produkty do domu.


PAP, polastnews.pl, fot. PAP/Andrzej Grygiel