Dziennikarze twierdzą, że są niewinni. Grozi im dożywocie.

 

Dundara i Gula przed sądem powitało ok. 200 zwolenników: koledzy z redakcji, opozycyjni deputowani i mieszkańcy Stambułu. Niektórzy wykrzykiwali: "Nie uda się wam uciszyć wolności prasy!". Zebrani  twierdzą, że proces jest ważnym testem dla wolności prasy w kraju, który jest coraz częściej krytykowany za granicą za ograniczanie swobody wypowiedzi.

 

Prokuratura zwróciła się do sądu z wnioskiem, by proces toczył się zamkniętymi drzwiami. Sąd zgodził się, a obserwator organizacji praw człowieka Human Rights Watch nazwał tę decyzję "parodią sprawiedliwości".

 

Niewygodne informacje

 

Władze zarzucają Dundarowi i Gulowi ujawnianie tajemnic państwowych "w celach szpiegowskich", usiłowanie obalenia tureckiego rządu przemocą i wspieranie "zbrojnej organizacji terrorystycznej" w związku z opublikowaniem przez "Cumhuriyet" informacji o dostarczaniu przez Turcję broni bojownikom w Syrii.

 

W maju 2015 roku "Cumhuriyet" opublikował długi artykuł, a także zdjęcia i nagranie wideo - jak poinformowano - tureckich ciężarówek wiozących broń i amunicję do Syrii. Materiały, mające pochodzić z 2014 roku, pokazywały funkcjonariuszy żandarmerii i policji otwierających naczepy ciężarówek. Pojazdy miały dostarczać broń islamistycznym rebeliantom w Syrii.

 

Turecki rząd zaprzecza, jakoby udzielał takiego wsparcia, i powtarza, że w konwoju znajdowała się pomoc dla tureckojęzycznej ludności w Syrii.

 

"Imperium strachu"

 

Tuż przed rozpoczęciem procesu Dundar powiedział, że rząd próbuje zastraszać tureckich dziennikarzy. - Dochodzi do prób aresztowania wszystkich przedstawicieli tej profesji. Władze próbują stworzyć mechanizm autocenzury i budować coraz większe imperium strachu - ocenił.

 

Pod koniec lutego Dundar i Gul zostali wypuszczeni z aresztu w Stambule, gdzie spędzili ponad 90 dni. Wcześniej turecki Trybunał Konstytucyjny, jedna z ostatnich instytucji jeszcze niekontrolowanych przez rządzącą partię, orzekł, iż ich aresztowanie odbyło się z naruszeniem prawa.

 

W czwartek kilkunastu znanych pisarzy opublikowało list otwarty do premiera Ahmeta Davutoglu, wzywając rząd do wycofania zarzutów wobec dziennikarzy. "Jesteśmy przekonani, że Canowi Dundarowi i Erdemowi Gulowi grozi dożywocie za uzasadnione wykonywanie pracy dziennikarskiej" - napisano. W liście pisarze wyrazili obawy z powodu "narastającego klimatu strachu i cenzury w Turcji, a także dławienia krytycznych głosów".

 

Sprzeciw społeczności międzynarodowej

 

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dziennikarzy złożył osobiście prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, a także szef tajnych służb Hakan Fidan. Erdogan ocenił publikację nagrania przez "Cumhuriyet" za zdradę, a w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że Dundar "będzie musiał zapłacić za to wysoką cenę".

 

Aresztowanie Dundara i Gula spotkało się z potępieniem społeczności międzynarodowej. O uwolnienie dziennikarzy apelowała m.in. organizacja Reporterzy bez Granic.

 

Na początku marca na podstawie nakazu sądowego tureckie władze przejęły "Zaman", dziennik o największym nakładzie w kraju, i jego anglojęzyczne wydanie "Today's Zaman", usuwając szefostwo i umieszczając w redakcji trzech wybranych przez sąd zarządców. Gazeta jest powiązana z ruchem Hizmet muzułmańskiego duchownego Fethullaha Gulena, który jest wrogiem Erdogana.

 

PAP