Zdaniem przedstawicieli Voorpost, ogromny wpływ na wzrost ich popularności miały zamachy, w których zginęło co najmniej 31 osób, a 316 zostało rannych, oraz fakt, że przeprowadzone zostały one przez muzułmanów.

 

Organizacja od lat znana jest bowiem z tego, że zwalcza nie tylko pedofilię, handel narkotykami oraz środowiska lewicowe, ale także islam. Podczas protestów i manifestacji głośno sprzeciwiają się np. pozwoleniom na budowanie na terytorium Belgii meczetów.

 

Nacjonaliści: będzie drastycznie

 

- Bruksela jest pełna gniewu. Myślę, że nadchodzą mroczne czasy. Nie mogę informować o szczegółach, ale planujemy wiele nowych protestów. Będzie dużo hałasu i będzie drastycznie - zapowiada Vanpachtenbeke. Jednocześnie na swoich portalach w mediach społecznościowych organizacja zamieszcza informacje, zdjęcia i plakaty zachęcające do uczestnictwa w antyimigranckich protestach.

 

 

Służby bezpieczeństwa uspokajają jednak, że panują nad sytuacją. - Członkowie organizacji są dokładnie monitorowani. Ich liczba jest nam znana, ale chociaż rośnie, wciąż jest znacząco mniejsza od liczby np. zwolenników stowarzyszeń radykalnego islamu - przyznał Vidhya Ramalingham z Instytutu Badań nad Radykalizmem.

 

Ugrupowania antyislamskie coraz bardziej popularne

 

Gwałtowny wzrost poparcia zgłaszają - po atakach - również inne populistyczne organizacje. Np. lider antyislamskiego Vlaams Belang Party (belgijskiego odpowiednika francuskiego Frontu Narodowego) powiedział dziennikowi "Daily Mail", że jego stronę na Facebooku polubiło po atakach kolejnych 10 tys. osób.

 

- Niektóre z moich opinii, ostrzegające przed islamskim fanatyzmem, zostały udostępnione ponad 4 miliony razy - twierdzi Tom Van Grieken.

 

polsatnews.pl, twitter.com/voorpost, dailymail.co.uk,