Według Jacka Sasina (PiS), następca sędziego Granata zostanie wybrany na podstawie nowelizacji ustawy o TK z grudnia ubiegłego roku.

 

- Nie ma innej możliwości. Mamy taki stan prawny: jest ustawa o TK, która uszczegóławia sposób wyboru sędziów Trybunału przez parlament - powiedział. - Ta ustawa, wbrew temu, co twierdzi opozycja, nie została skutecznie zakwestionowana przez TK, ponieważ nie zapadł oparty o przepisy prawa wyrok w tej sprawie, więc ustawa w dalszym ciągu obowiązuje, cieszy się domniemaniem konstytucyjności i nie ma dzisiaj innego sposobu wyboru sędziów - podkreślił Sasin. - Odstępstwo od tego byłoby brutalnym złamaniem prawa - dodał.

 

PO: jest już nadmiar wybranych sędziów

 

- Jeżeli ktoś naprawdę myśli o znalezieniu kompromisu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, to miejsce (po Granacie - red.) nie powinno być obsadzane do czasu rozwiązania sporu. Mamy nadmiarowo wybranych trzech sędziów przez PiS i z tej grupy należałoby ich przyjmować - powiedział szef klubu PO Sławomir Neumann.

 

Polityk podkreślił, że prezydent Andrzej Duda powinien przyjąć ślubowanie od trzech sędziów wybranych jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu (profesorów: Romana Hausera, Krzysztofa Ślebzaka i Andrzeja Jakubeckiego), a kolejne wakaty w TK obsadzać tymi sędziami, których wskazał PiS. To: Henryk Cioch, Lech Morawski i Mariusz Muszyński.

 

Jak zapowiedzial szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, kandydatów do TK nie zgłoszą też ludowcy.

 

Nowoczesna: najpierw publikacja wyroku TK

 

Z kolei lider Nowoczesnej Ryszard Petru przedstawił w czwartek propozycję kompromisu ws. TK. Zaznaczył przy tym, że podstawowym warunkiem rozwiązania konfliktu wokół Trybunału musi być opublikowanie w Dzienniku Ustaw wyroku TK z 9 marca. W ocenie Petru kluby parlamentarne nie powinny zgłaszać kandydatów do Trybunału.

 

Trzecim krokiem, według Nowoczesnej, miałoby być podjęcie przez Sejm uchwał o wyborze w skład TK trzech "osób wskazanych przez PiS" w grudniu ubiegłego roku w miejsce sędziów kończących kadencję i przyjęcie przez prezydenta ślubowania od trzech osób wybranych przez Sejm w październiku ub.r., których prawidłowość wyboru stwierdził TK.

 

Kukiz'15: kompromis w postaci poprawki do konstytucji

 

Decyzji w sprawie ewentualnego zgłoszenia kandydata na sędziego TK nie podjął jeszcze klub Kukiz'15. Wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz'15) powiedział, że najważniejsze jest wypracowanie kompromisu wokół TK, a nie zgłaszanie kandydatur.

 

- Szarpanina między partiami w sprawie swoich sędziów jest czymś, czego Kukiz'15 nie akceptuje. Cały czas apelujemy i będziemy apelować o to, przedstawiciel wszystkich partii wspólnie usiedli przy stole i porozmawiali o kompromisie, a najlepszym kompromisem jest nasza poprawka do konstytucji - przekonywał Tyszka.

 

Nowelizacje ustawy o TK

 

Zgodnie z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym z czerwca ubiegłego roku, sędziów TK wybiera indywidualnie, na 9-letnie kadencje, Sejm bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Sędzią Trybunału - jak zapisano w nowelizacji ustawy o TK z 19 listopada 2015 r. - może być osoba, która posiada kwalifikacje wymagane do zajmowania stanowiska sędziego Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.

 

Kolejna z nowelizacji ustawy o TK - z 22 grudnia 2015 r. - uchyliła m.in. art. 19 i 20, według których prawo zgłaszania kandydata na sędziego Trybunału przysługuje Prezydium Sejmu oraz grupie co najmniej 50 posłów. Jak wskazano w uzasadnieniu tej nowelizacji autorstwa PiS, te dwa artykuły stanowiły rozwiązanie konkurencyjne dla Regulaminu Sejmu, czym wprowadzały sprzeczność oraz ingerowały w autonomię Sejmu w zakresie wyboru sędziów TK.

 

Według Regulaminu Sejmu, wnioski w sprawie kandydata na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego mogą zgłaszać Prezydium Sejmu albo co najmniej 50 posłów. Wnioski składa się marszałkowi Sejmu w terminie 30 dni przed upływem kadencji sędziego TK.

Trybunał Konstytucyjny 9 marca uznał, że grudniowa nowelizacja ustawy o TK była niekonstytucyjna. Według rządu nie był to wyrok i nie będzie publikowany.

 

PAP