W południe zgromadzeni na placu w centrum Brukseli uczcili pamięć ofiar minutą ciszy. Później tłum zaczął klaskać. Od wczoraj w Belgii panuje trzydniowa żałoba narodowa.

 

- Jestem mieszkanką Brukseli. To dla nas szok, to nas boli, ale nie pozwolimy, żeby to, jak żyjemy, dyktowali nam terroryści - powiedziała Linda van den Bossche, która mieszka obok stacji Maelbeek. Wczoraj wysadził się tam jeden z zamachowców.

 

Na placu obecni byli również brytyjscy turyści Darren Smith i Anne Stocks. - Zamierzaliśmy zostać w Brukseli do piątku i mimo zamachów nie zmienimy naszych planów. Nie damy się zamknąć w czterech ścianach, nie będziemy zamartwiać się, że za chwilę się to powtórzy - powiedzieli.

 

Hołd zabitym oddała również premier Beata Szydło, która przed ambasadą Belgii w Warszawie złożyła kwiaty i wpisała się do księgi kondolencyjnej.

 

Świat solidarny z Brukselą

 

Wczoraj na znak solidarności i żałoby przed siedzibą KE opuszczono do połowy masztu. Na gmachu Kancelarii Premiera w Rzymie, Palazzo Chigi, obok flag Włoch i Unii Europejskiej zawieszono flagę Belgii. Kolorami belgijskiej flagi oświetlono też zabytki w Wiecznym Mieście i Florencji.

 

W Warszawie przed siedzibą ambasady Królestwa Belgii składali kwiaty i palili znicze, a na Stadionie Narodowym wyświetlany był napis "Bruksela".

 

We wtorkowych zamachach terrorystycznych, do których doszło na brukselskim lotnisku oraz stacji metra położonej zginęły co najmniej 32 osoby, a ponad 200 zostało rannych.

 

Reuters